Zawody przyszłości

12069491144_dbc6c7b4e5_b

Zabawa w słowotwórstwo – sytuacja mnie do tego zmusiła, tych zawodów jeszcze nie ma (przynajmniej tak mi się wydaje), ale może kiedyś będą – w perspektywie 50 lat co najmniej. I tu ciekawostka, mistrz Lem mówił, że stosunkowo łatwo przewidzieć przyszłość w perspektywie miliardów lat, natomiast ciężko ją przewidzieć gdy mówimy o okresach czasu rzędu dziesiątek, czy setek lat. Za kilka miliardów lat – słońce zgaśnie, a ziemia przestanie istnieć. Możliwe, że ludzkość sobie z tym poradzi – o ile wcześniej sama się nie zgładzi. W internecie trafiłem kiedyś na bardzo głupie zdanie, otóż brzmiało mniej więcej tak: Jak oni (naukowcy) mogą mówić o globalnym ociepleniu – wzroście średniej temperatury o 6 stopni Celsjusza za 100 lat, gdy nie potrafią przewidzieć pogody na jutro. Nie sprawdzajcie danych – właśnie je wymyśliłem, chodzi mi tylko o pewien schemat. Rozchodzi się o to, że pewne zdarzenia łatwiej przewidzieć w dłuższej perspektywie czasu niż w krótszej. Pewne jest, że znakomita większość tych, którzy właśnie czytają te słowa będzie martwa za 100 lat, ale co Wam się przydarzy jutro? Nie wiem. Sądzę, że czujecie ideę. Zaczynam płynąć – i tu uwaga tekst ten jest blisko literatury sci-fi – i dobrze by było gdyby tak był czytany.

Implanator
Każdy obywatel w przyszłości będzie miał wczepiony czip pod skórą. Za pomocą tego czipa – będzie lokalizowany, będzie mógł zrobić płatność w dowolnym punkcie usługowo-handlowym. Będzie weryfikowany w urzędach, przez policję oraz inne zainteresowane organa państwowe. Człowiek bez czipu będzie wykluczony ze społeczności – tego wykluczenia już doświadczają ludzie, którzy np. nie mają facebooka. Co prawda tu jest inaczej: facebook swoją wielkością stał się internetowym monopolistą – a wybór pomiędzy: mam konto, a nie mam konta – pozostaje w mocy użytkownika. Wykluczenie to objawia się w różnych formach – od jakiś głupot typu by zalogować się w serwisie x muszę się zarejestrować, a gdybym miał fb – wystarczyłby jeden klik, po wykluczenie społeczne – bo nikt nie poinformował Michała, że Monika robi imprezę.

W przypadku takiego czipa – nakaz będzie odgórny, będzie o tym stanowiło prawo. Wszyscy, którzy się nie podporządkują – z automatu trafią na margines społeczny lub do jakiejś buntującej się grupy, która potworzy własne enklawy.

Czym miałby się zajmować taki implanator? Siedziałby sobie w szpitalu przyszłości, w momencie, w którym kobieta urodzi dziecko (bądź w sposób sztuczny przyjdzie na świat), implanator wczepia mu pod skórę czip. Czip ten jest mądry – zatem pobiera materiał DNA dziecka, porównuje z tymi, które ma w bazie danych – znajduje automatycznie rodziców (prawdziwych! – nie deklarowanych), implanator dostaje informacje zwrotne, porównuje je z danymi z czipów rodziców – wprowadza ewentualne poprawki – i zatwierdza nową jednostkę jako członka społeczności. Czip dokonuje weryfikacji stanu zdrowia dziecka na chwilę obecną oraz w przyszłości. Ten zestaw genów świadczy o tym, że w wieku 45 lat dziecko będzie miało niewydolność lewej nerki, a w wieku 52 z prawdopodobieństwem 85% umrze na zawał serca. Oczywiście ze względu na dobre samopoczucie jednostki, nie dostanie ona tych danych. Ale system będzie prężniej funkcjonował z taką wiedzą.

Przeżywacz wrażeń
Społeczeństwo nie pozbyło się hierarchiczności – to się nie stanie nigdy. Zatem są bogate elity, średnia klasa średnia i biedota. Rozwarstwienie zwiększa się wraz z upływem czasu. Bogaci są coraz bogatsi, biedni coraz biedniejsi. Ci bogaci by móc powiększać stan swojego majątku – muszą dużo pracować – zarządzać korporacjami, bawić się w politykę, zwiększać swoje strefy wpływów. I nie mają czasu. Ani na rodzinę, ani na odpoczynek, ani na przyjemności. Zatem wynajmują przeżywaczy wrażeń. Przedstawiciel tej profesji ściśle wykonuje polecenia swego zleceniodawcy – niech to będzie, dla ustalenia uwagi, skok ze spadochronu nad alpami połączony z czterodniowym urlopem tamże.

Przeżywacz podłącza do swego mózgu nośnik pamięci, który rejestruje wrażenia – poziom adrenaliny, zadowolenia, szczęścia, słowem wszystko to co się dzieje w mózgu. Po zakończeniu zadania nośnik pamięci przekazywany jest zleceniodawcy, który przeżywa to wszystko jeszcze raz – tym razem w mózgu w tempie przyśpieszonym w fazie pół-snu. Po takiej terapii jest wypoczęty, pełen energii i zdolny do mnożenia swego bogactwa. Można posunąć się nieco dalej i spróbować wyobrazić rynek takich przeżywaczy – oczywistym się staje, że żółtodzioby w określonym zadaniu zgarnialiby większą stawkę niż starzy wyjadacze – przez zupełnie inny poziom emocji. A jakie niesamowite pole do nadużyć. Wrażenia tortur? Proszę bardzo – chcesz torturować, czy być torturowany – w obu przypadkach znajdziesz to na czarnym rynku czarnych wrażeń. Porwania i nagłe zniknięcia ludzi z najniższych warstw tylko po to by spełnić zachciankę, za którą bogaty zapłaci.

Hiper IT-Guy
Musiałem to napisać. Sam pracuję w IT. Trendy będą takie, że w niedalekiej przyszłości złożoną aplikację będzie mógł stworzyć orangutan korzystając z dostępnych narzędzi. IT wejdzie na zupełnie inny poziom abstrakcji. Możliwym wydaje się scenariusz, w którym system komputerowy (serwis www, aplikację mobilną – a kursywą, bo cholera wie na jakie platformy się będzie tworzyć aplikacje) będzie tworzony bezpośrednio z opisu funkcjonalnego. Użytkownik ma mieć możliwość rejestracji za pomocą wczepionego czipa – tylko to będzie wejściem, a na wyjściu będzie gotowa, zaimplementowana funkcjonalność. No dobra – to skąd ten Hiper IT-Guy?

Rozchodzi się o to, że by używać takich narzędzi – ktoś je musi stworzyć. I będzie to robiła wąska grupa inżynierów-półbogów, ludzie z nieprzeciętną wiedzą, niedostępną dla nikogo w tym nowym IT, nie mówiąc już o zwykłych zjadaczach chleba. Opierając się na powyższym przykładzie – między wejściem do procesu, a jego wyjściem – jest taka magiczna skrzynka. Programowanie (ciekawe, czy to się będzie tak nazywać) tych magicznych skrzynek będzie najbardziej prestiżowym, najbardziej wymagającym i najbardziej dochodowym zajęciem w branży.

Łóżkozwierz
Mawiają, że najlepsze na koniec. Czy jesteś konserwatystą, czy liberałem na pewno zgodzisz się z trendem zwiększania swobód seksualnych. Seks nie jest już tabu. Seks jest łatwo dostępny. Seks jest wszędzie, a kult ciała i młodości przybiera na sile i nie wydaje się by miało się coś zmienić w tej kwestii. Z tego też powodu – warto być dobrym w łóżku. Technicznie dobrym. Już dziś otwierane są szkoły seksu oralnego – widziałem dla pań, dla panów – pewnie kwestia czasu. Kobiety są zachęcane do nauk tańca na rurze (szkoły pole dance) – z całą pewnością są to ćwiczenia rozwijające ciało, poprawiają muskulaturę i gibkość. Ale, i o tym zapominać nie wolno – uczą też kobiety uwodzenia i emanowania seksualnością.

Wrócę do łóżka i sprawności technicznej – to się stanie bardzo istotnym kryterium (już się staje) przy dobrze partnera, czy partnerki. Jak taką techniczną sprawność można zdobyć? Mówiąc niezbyt elegancko – no trzeba się nachodzić. Od klubu do klub, spróbować z tym z tamtą, można czytać specjalistyczną literaturę lub umawiać się z prostytutkami – ale to wszystko jest i czasochłonne, i zasobożerne (zżera kasę!). W związku z tym powstanie zawód, którego przedstawiciel będzie przewodnikiem po świecie seksu dla swojego klienta – oczywiście z praktycznymi zajęciami. Oferta dla obu płci – do wyboru do koloru. W rezultacie wyjdzie taniej – i będzie szybciej. No i będzie wiadomo, że ma się do czynienia ze specjalistą. Zawód łóżkozwierza przeciwnie niż zawód prostytutki będzie cieszył się wielką społeczną estymą, ze względu na zmianę wartości, którymi kierujemy się w życiu.

Wybaczcie spłaszczone zarysy kontekstu, ale praktycznie każdy z tych zawodów umożliwia stworzenie alternatywnej rzeczywistości z jej własnym regułami, a pojemność internetu jest ograniczona.

Zdjęcie: josef.stuefer / Foter / Creative Commons Attribution-ShareAlike 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0)

 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

Dodaj komentarz