Prakseologia – czy słyszałeś w swoim życiu taki długi wyraz?

Prakseologia

Czym jest ta cała prakseologia? O tym za chwilę. Najpierw kontekst. Kontekst jest ważny.

Wszystko zaczęło się od tekstu Mateusza Grzesiaka w portalu natemat.pl. W artykule tym autor dzieli się własnymi spostrzeżeniami na temat pracy polityków – kilka razy był w sejmie. To jest pierwsza część artykułu. Druga część jest o liderze, polityku idealnym. Wizja tam przedstawiona jest cudownie romantyczna. Jak wiadomo romantyzm jest postawą nie przystającą do czasów współczesnych – opis cech wyśmienitego polityka – jak najbardziej poprawny, natomiast wiara w to, że ktoś taki mógłby zasiadać przy korycie jest dziecinna i naiwna. Nawet gdyby tacy ludzie się zdarzali – to na pewno nie co wybory, a raz na dziesięć tysięcy przypadków (oszacowanie własne), w których naród kieruje się do urn.

I tu z pomocą przychodzi prakseologia. Polecam zapoznać się z terminem na wikipedii (w języku angielskim, artykuł w język polskim jest krótki i mało wyjaśnia). W skrócie: prakseologia to nauka, która bada celowe ludzkie działania. To, że człowiek podejmuje jakieś działanie, zakłada, że ma on jakieś preferencje – i to musi być prawdą dla każdego, który działa celowo.

Możemy wrócić do polityków – od nich przecież się zaczęło. Kiedy przyjrzymy się bliżej naszej klasie politycznej – okaże się, że są zajęci raczej sobą niż narodem i jego dobrem. Ręka rękę myje, we własną kieszeń wkłada, przy korycie, itd. Czy należy się dziwić temu zachowaniu? Otóż – nie. Większość ludzi działa w taki sposób – mi ma być dobrze. Oczywiście znajdą się ludzie, dla których altruizm jest sposobem na życie, a motywacja, która wywołuje działania sprzyjające powszechnemu dobru jest wewnętrzna i wynika z posiadania dobrej duszy. Połączenie tego rodzaju egoizmu z władzą i możliwościami, które ona daje – to mieszanka wybuchowa. Można się irytować na publiczne przetargi, wokół których roznosi się smród defraudacji publicznych pieniędzy, ale czy to nie jest przypadkiem tak, że większość ludzi na ich miejscu dbałaby przede wszystkim o własną kieszeń? Przykładów sytuacji, w których ludzie wykorzystują swoje pięć minut – można mnożyć – chociażby sezonowi celebryci: Trybsony i inne podobne.

Zatem co można zrobić, by politycy lepiej wykonywali swoją pracę? Zabrzmi jak okrzyk nawołujący do rewolucji, ale nie o to chodzi – zmienić system. Uzależnić wysokość wynagrodzeń polityków od skutków ich działań. Proste? Proste. Inaczej mówiąc: oczekiwałbym takich zmian w systemie, by wybrani politycy działali dla dobra kraju, czy narodu nie dlatego, że są kryształowi, tylko dlatego, że będzie się to pokrywało z ich interesem. By usunąć konflikt pomiędzy „splamioną szatą” a „splamionym honorem”.1

Należałoby wprowadzić miernik dobrego rządzenia i od niego uzależnić wysokość pensji polityka. To pomysł numer jeden. Drugi: karcić za złe wyniki.2 Trzeci: sprzedawać politykom akcje „Polski”. Takie akcje wprowadzić do obrotu publicznego na giełdzie. Polityk musiałby kupić takie akcje na wejściu, a sprzedać na wyjściu – przy utracie stołka. Miałby bodziec do tego, żeby wzrosła ich cena. Cena byłaby ustalana przez rynek – obywatele mogliby kupować takie akcje (zwiększając cenę) lub sprzedawać (zmniejszając cenę). 3 Akcje takie można by też wprowadzić osobno dla każdej partii. Oczywiście to rozumowanie ma jeszcze kilka luk (jak rozwiązać problem emisji takich akcji?), które należałoby wypełnić, ale wraz z instrumentami używanymi na rynku akcji, możliwości są naprawdę duże. Jak zwykle pojawią się też nadużycia. Wszystko rozchodzi się o to, by mierniki nie były zależne od urzędników – w momencie, w którym powstanie dodatkowy urząd sprawdzający efektywność polityków – nic zmianie nie ulegnie. Ale gdyby to naród wpływał na wartości wskaźników dobrego politykowania – idea miałaby szansę zadziałać.

Prakseologię w ekonomii badał Ludwig von Mises, a właściwie postulował, że ekonomia jest podkategorią prakseologii. Już od jakiegoś czasu obiecuję sobie, że zapoznam się z dziełami Misesa – wkrótce to uczynię, na pewno zorientujecie się po wpisach na blogu.

1,2,3 – to nie moje słowa, słowa Adama, dzięki któremu staję się mądrzejszy, i który zostanie moim doradcą jak już będę premierem 😉

Zdjęcie: Tax Credits / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

One thought on “Prakseologia – czy słyszałeś w swoim życiu taki długi wyraz?

Dodaj komentarz