Agregator treści #6: Beka z artystki, no i Interstellar (jak zwykle nie na bieżąco)

Dziś w agregatorze poczytacie o tym, jak żyją artyści. W Berlinie. Nie wiem, czy tak żyją w Warszawie. W Radomiu zaś w ogóle nie wiem, czy są jacyś artyści. Do tego – już z zupełnie innej grupy tematycznej: muzyka z Interstellar. Coś co każdy szanujący się meloman (i właściwie nie tylko meloman) powinien znać, powinien przesłuchać.

  • Artykuł o wdzięcznym tytule: Tak żyją artyści, albo beka z Poli Dwurnik. Z tagiem: do poczytania.

    Od czasu, kiedy na rynku nie ma już „Przekroju”, w którym by można porozkoszować się cotygodniowym felietonem Zuzy Ziomeckiej, dla przeciętnego czytelnika świat polskiej bourgeois-bohème (patrz niżej) znów wydawał się tajemniczy, pieczołowicie ukryty za murem złożonym z państwowych stypendiów, zagranicznych subsydiów, kieszonkowego od rodziców i wyrzuconego w błoto hajsu Grzegorza Hajdarowicza.

  • Jako bonus oczywiście oba felietony Poli Dwurnik. Pierwszy.

    More is more, do złupionych serów zamówiliśmy wino i sałatę oraz kolejną kawę. W milczeniu i bezczasie pozwalaliśmy smakom panować po horyzont i dopiero kiedy poczuliśmy nagłą, obezwładniającą senność, zorientowaliśmy się, że minęło sześć godzin. Czym prędzej zapłaciliśmy i uciekliśmy do domu.

  • Drugi.

    Moim kompanom w to graj – poliamoryczna cholerna ich wspólnota – podają mi otwartą butelkę wina (w Berlinie można spożywać alkohol w przestrzeni publicznej) i cmokają na moje czerwone szpilki, które służą do siedzenia na krześle, i nie można w nich po prostu sobie odejść. Nie ma co, nie ucieknę, grzecznie podaję dziubek butelce, a potem Joasi, która kładzie na nim lepki błyszczyk, dobranockowo migoczący na ustach. Chłopaki kończą wino i wspinamy się po szkaradnej, szaro-burej klatce schodowej prosto w paszczę klubu Monarch. Spryciarze! Jest dopiero po dziesiątej, jeszcze nie płaci się za wjazd.

  • Pierwszy link związany z muzyką w filmie Interstellar – to opowieść inżynierów dźwięku, o tym w jaki sposób uzyskali tak niesamowity efekt: tu klikać.
  • A drugi to soundtrack z filmu na spotify. Do znalezienia także na youtube.
 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

Dodaj komentarz