35 tytułów książek, które przeczytałem w roku 2014*

* – z komentarzem

Ja jak zwykle spóźniony z podsumowaniami. Chciałem natomiast by ten post był piękny i w sposób zjawiskowy otwierał rok 2015, dodatkowo by niósł ze sobą jakąś treść, a nie tylko nikomu niepotrzebną listę. Cechą tej listy, która wyszła niejako w trakcie, jest to, że możesz się porównać do tego sławnego blogera (czyli mnie) i powiedzieć, że czytasz więcej. Czytanie jest elitarne, w związku z tym im więcej czytasz tym lepszy jesteś (bardziej elitarny). Słowo wyjaśnienia – numerki w nawiasach oprócz tego, że numerują książki, to robią to w sposób chronologiczny – to znaczy, że pierwszą przeczytaną książką w roku 2014 był Czarnoksiężnik z Archipelagu. Gdy spytacie w ogóle skąd taki pomysł na listę – pomyślałem, że warto zapisywać i mieć gdzieś listę z książkami, które się przeczytało (ale nie tylko – polecam jeśli chodzi o filmy, czy inne dobra kultury), a kolejną rzeczą, która mnie do tego skusiła była chwila, w której uświadomiłem sobie w zeszłym roku w styczniu, że chciałbym napisać o książkach, które przeczytałem ale nie jestem w stanie sobie ich przypomnieć (ha! zobaczcie jak ciężka jest praca blogera i z jakim wyprzedzeniem musi planować swoje ruchy). Od tego momentu mam w Evernote specjalną notatkę – za każdym razem, gdy skończę coś czytać robię tam wpis. Swoją drogą ciekawe jakby taka lista wyglądała, gdybym wpisywał do niej wszystkie przeczytane artykuły.

Ursula K. Le Guin

oneway

Czarnoksiężnik z Archipelagu (#1)
Grobowce Atuanu (#2)
Najdalszy Brzeg (#3)
Tehanu (#4)
Inny wiatr (#5)
Opowieści z Ziemiomorza (#6)

Panią Le Guin zacząłem czytać jeszcze w liceum i była to pierwsza książka z tej listy. Pozostałych tomów nie było w szkolnej bibliotece. Już wtedy obiecałem sobie, że zdobędę i przeczytam wszystkie tomy traktujące o Ziemiomorzu – okazja nadarzyła się pod koniec roku 2013, w którym ze sklepów z e-bookami można było kupić jedną pozycję, która zawierała wszystkie tomy. Książka przedstawia przygody czarodzieja w fantastycznym świecie magii (co można wywnioskować po tytułach ;)). Nie będę się za bardzo rozwodził, bo nie chcę napisać 35 recenzji, a i Was by zanudziło, ale co mnie fascynuje w świecie Ursuli to wpleciona w opowiadania i poczynania głównych bohaterów filozofia życia. Gdy słyszysz w Spider-Manie sentencję: duża moc to duża odpowiedzialność, uśmiechasz się lekko i puszczasz oczko do reżysera, bo obaj/oboje wiecie, że za dużo w tym patosu. W Ziemiomorzu moc jest nierozerwalnie związana z szacunkiem do niej, to znaczy, że jeżeli ktoś ją posiada i jest przy zdrowych zmysłach – w ogóle jej nie demonstruje. Magowie są może i przez to trochę nudni, ale nie wyręczają naturalnych wiatrów magicznymi, gdy nie ma takiej potrzeby. Ta książka też zaszczepiła (przy pierwszym czytaniu), a potem podtrzymała myśl filozoficzną, według której wolność może być jedyną możliwą ścieżką. I z tym paradoksem Was pozostawię. Może jeszcze tylko nadmienię, bo okoliczności ku temu (choć smutne), że książkę czytałem w przekładzie Stanisława Barańczaka.

Tylko w milczeniu słowo,

tylko w ciemności światło,

tylko w umieraniu życie –

na pustym niebie

jasny jest lok sokoła.

Pieśń o stworzeniu Ea

Paweł Tkaczyk

Grywalizacja (#7)

Kim jest Paweł Tkaczyk? To taki spec od marketingu i opowiadania historii – i jak sam o sobie mówi: „zarabia na życie opowiadaniem historii”. O czym jest Grywalizacja? O wplataniu elementów gier do marketingu, ale nie tylko – do życia w ogóle. Bardzo ciekawy jest rozdział o grywalizacji w edukacji, a z tego co się orientuję, Paweł ma w tej dziedzinie praktyczne sukcesy. Ja skończę oddając głos tym, co się znają:

Tradycyjnym miejscem, do którego chodziliśmy, by doświadczyć czegoś niezapomnianego, był teatr. I żeby sprzedawać doświadczenia klientom, warto firmę w taki teatr zamienić – tak twierdzą autorzy Ekonomii doświadczeń. Teatr to forma zabawy, udawania. Mimesis, jak pisał Robert Caillois. Ale teatr może być także interaktywny – improwizacja czy teatr uliczny to formy, w których publiczność jest równie aktywna, jak przebywający na scenie aktorzy. Istnieją też formy, w których nie ma tradycyjnej sceny, nie istnieje też podział na publiczność i aktorów. Zaangażowanie widza jest kompletne. To właśnie gra, którą powinny tworzyć marki.

Paweł Tkaczyk – Grywalizacja fragm.

Stieg Larsson

Dziewczyna, która igrała z ogniem (#8)
Zamek z piasku, który runął (#10)

Król szwedzkiego thrillera. Kropka. Cała trylogia kryminalna Millenium jest bardzo dobrą książka na długie jesienne wieczory oraz jeszcze dłuższe letnie poranki. Tu mam związane ręce, bo skoro kryminał to nie wypada zdradzać fabuły, bohaterów i w ogóle nic. Tylko czasem ma się wrażenie, że rozwiązania zagadek są naciągane i mało prawdopodobne – natomiast wystarczy przymknąć oko i wtedy już jest dobrze. Tomy (a czytałem wszystkie, pierwszy jeszcze w roku 2013) są zręcznie napisane – niemal jak u Hitchcocka – zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie już tyko rośnie. Idealny odmóżdżacz (dziwne, podobno nie ma tego słowa w Słowniku Języka Polskiego, cóż muszę z tym żyć), przerywnik, ucieczka od świata realnego do świata wykreowanego. Należy tylko uważać, bo wciąga niesamowicie – ani się obejrzysz a przeczytasz 1200 stron, stracisz pracę, partnera i schudniesz 5 kilogramów.

Robin Baker

barany

Wojny Plemników (#9)

Chyba najbardziej brutalna książka, którą przeczytałem w ubiegłym roku. Robin Baker jest ewolucjonistą. Nie wiem, czy tak mają wszyscy badacze, którzy zajmują się tą dziedziną, ale traktowanie ludzi jak stada baranów, których celem jest tylko prokreacja i dobór jak najlepszych genów do mnie nie trafia. Niemniej książka jest na pewno bogatym źródłem wiedzy o tych zachowaniach, które nazwalibyśmy instynktownymi. Według mnie człowieczeństwo cechuje się tym, że jest coś poza instynktem. Książka ma na pewno ciekawą konstrukcję – najpierw prezentowana jest scenka, przeważnie związana z seksem i kopulacją (w końcu Wojny Plemników), a następnie Robin tłumaczy zachowania bohaterów scenki używając wiedzy z zakresu sexual biology (nie umiem znaleźć polskiego odpowiednika). Wydaje Wam się zapewne, że krytykuję – faktycznie – to prawda. Natomiast w ogólnym rozrachunku to książka warta przeczytania. Najlepiej będzie jeśli znajdę fragment, który unaoczni Wam w jaki sposób autor prezentuje swoje koncepcje.

Ujmijmy to w największym skrócie: mężczyźni z większymi jądrami są zaprogramowani jako eksperci od wojen plemnikowych. Ponieważ wprowadzają do walki potężne armie plemników, powinni być zwycięzcami. Z drugiej strony mężczyźni z mniejszymi jądrami zgodnie z genetycznym programem specjalizują się w pilnowani partnerki, w wierności oraz unikaniu wojny plemnikowej – wojny, którą z powodu wystawienia do boju małych armii prawdopodobnie by przegrali. Zatem kto powinien odnieść większy sukces reprodukcyjny, mężczyzna z małymi czy z większymi jądrami? Wydaje się, że żadne nie osiąga zdecydowanej przewagi.

Robin Baker – Wojny Plemników fragm.

Ekhm. Panowie, przestańcie mierzyć swoje moszny…

Erich Fromm

Mieć czy być? (#11)

Pisałem o tej książce tu. I tu. I tu. I jeszcze tu. Oraz tu. Tu i TU! Zapomniałbym: jeszcze tu i tu… Absolutnie warta przeczytania – głupiego nie ruszy, mądremu da kilka punktów startowych do rozważań.

George Orwell

Rok 1984 (#12)

Wstyd, że dopiero teraz – ale jak mówią: lepiej późno niż wcale. Książkę czytałem kilka miesięcy. Najpierw pierwsze sto stron, a później resztę jak już swoje odleżała, zbierając kurz na parapecie. Zastanawiam się, czy komuś trzeba tę pozycję przedstawiać. Antyutopia. Wielki Brat. Inwigilacja. Modyfikacja języka i znaczeń. Zmiana historii na bardziej pasującą do głównej linii propagandowej partii. Czyli prawie wszystko to, co mamy teraz 😉 – puszczam oko do czytelnika tego posta, ponieważ nie jest aż tak źle, jak to przedstawił Orwell. Jeszcze nie jest – czy kiedykolwiek będzie – odmawiam udzielenia odpowiedzi.

George R.R. Martin

Taniec ze Smokami Tom 1 (#13)
Taniec ze Smokami Tom 2 (#14)

Piszę posta jednym ciągiem i powiem Wam, że skakanie pomiędzy światami i próba przypomnienia sobie czegoś, i następnie wyciągnięcia tego na światło dzienne jest niezwykle męcząca, a jestem dopiero w połowie. Gra o Tron – zjawisko, która nagle wyrosło i wrosło w popkulturę niczym rozpychający się dąb wrasta w betonową płytę chodnikową. I ją kruszy. Nic już nie zostało z popkultury, tylko Daenrys, Smoki, Mur i John Snow, który nie wie niczego. Za to wie jak spać z tą co nie zgina kolan i wydaje się że to mu do szczęścia w zupełności wystarcza.  I znów nie mogę za bardzo pisać o tym, co w książkach, bo połowa populacji jeszcze książki nie przeczytała, a druga połowa nie obejrzała jeszcze serialu. A trzecia połowa wie tyle ile ja. Bo nie ma kolejnych książek. Nie ma. Nie istnieją. I nie wiadomo, czy Martin dożyje i czy sił mu starczy by napisać następne. Podobno HBO zna zakończenie. W to wierzmy i niech to będzie naszą nadzieją. Bo przecież nie może wymordować wszystkich… czy to był spoiler?

Andrzej Ziemiański

cateyes

Achaja Tom 1 (#15)
Achaja Tom 2 (#16)
Achaja Tom 3 (#17)
Pomnik Cesarzowej Achai Tom 1 (#18)
Pomnik Cesarzowej Achai Tom 2 (#19)
Pomnik Cesarzowej Achai Tom 3 (#20)

Pod koniec ubiegłego roku wyszedł czwarty tom Pomnika Cesarzowej Achai – i zapewne będzie to jedna z pierwszych pozycji przeczytanych przeze mnie w roku 2015. Saga, w której stopień zawiłości świata wykreowanego dorównuje Grze o Tron, a z rodzimego podwórka. Myślę, że HBO powinno rozważyć nakręcenie serialu o Achai – bo jak może się nie sprzedać historia o wyuzdanej kobiecie kot, która mieczem wymachuje lepiej niż Wiedźmin? Do tego strzela z łuku, jeździ konno, a gdy trzeba, to pracuje w kamieniołomach. Czasem jej się przypomina, że jest księżniczką. Książka, której zadaniem jest przenieść czytelnika w świat alternatywny, dać odpocząć po wysiłku dnia codziennego – i z niego wywiązuje się znakomicie.  

Łukasz Najder

Transmisje (#21)

Łukasz Najder to taki twórca epoki nowoczesnej, bo internetowej. Obserwowany przez ponad cztery tysiące ludzi na fejsbuniu, prowadzi fascynujący dziennik wydarzeń z okolic Zgierza. Zgierz z kolei to jakaś zapadła dziura pod Łodzią (no offence, sam jestem z dziury). Transmisje to w dużej części (możliwe, że tylko i wyłącznie) zbiór wpisów z fejsbuka zebranych i wydanych w formie elektronicznej (nie jestem pewny, czy książka ukazała się w formie analogowej). Tu prosi się o fragment – zrozumiecie, czemu kupiłem cały zbiór na BookRage’u tylko dla Najdera. Łukasz Najder na prezydenta – nie ja to wymyśliłem, ale przekonuje mnie jako hasło wyborcze.

– Poczułam, wiesz, bo to się przecież czuje, że się jakoś oddaliliśmy tak. W końcu powiedziałam mu, że jestem gotowa poczekać te dwa lata, on u siebie, ja u siebie, żeby potem zamieszkać razem w Warszawie. A on mi od razu tak bezlitośnie, że nie poczeka, nie chce. Rozumiesz? Ja w ryk, poryczałam się. Myślałam, że mu się głupio chociaż zrobiło. Bo to oznaczało koniec pomiędzy nami. Skąd! Bo uspokoiłam się, nie płakałam już, i wiesz, co on na to i w ogóle? Zapytał jak mi idzie Gra o Tron. Rozumiesz? Takim okazał się człowiekiem. Byłam z nim i wszystko, a on mnie w ten sposób potraktował. Wiesz jakie to uczucie?

Zapadła cisza. Tej, która przestałą mówić oczy lśniły od emocji. Nie ponaglała jednak, nie domagałą się natychmiastowej odpowiedzi, współczującego komentarza. Wiedziała z pewnością, że to milczenie jest niezbędne, by w spokoju poczęła się jakaś mądra rada, deklaracja zrozumienia, wylewna otucha. Żeby do głosu doszedł tutaj atawistyczny, nieściemniony humanizm. Wreszcie ta, która do tej pory tylko słuchała, odzywa się.

– Książka czy serial?

Łukasz Najder – Transmisje, Pytania graniczne fragm.

Robert Kiyosaki

Bogaty ojciec, biedny ojciec (#22)

Poradnik dla tych, którzy chcą być bogaci. Poważnie. Książka, która w sposób dobitny tłumaczy dlaczego mieszkanie na kredyt, w którym mieszkasz nie jest aktywem (a to dość powszechny mit). Robert czyni rozróżnienie między aktywami a pasywami w sposób zrozumiały dla idioty. Nie wiem, czy opowiedziana historia jest prawdziwa, czy to tylko wyłącznie zabieg by zaprezentować czytelnikowi pewne idee. Zabieg ten to taka konstrukcja fabuły, w której mały Robert wychowywany jest przez dwóch ojców, nie, nie chodzi o żaden rodzaj relacji mężczyzna – mężczyzna. Jeden z nich jest ojcem biologicznym (to jest ten biedny), drugi jest ojcem kolegi (to ten bogaty, ale to wiadomo poprzez wykluczenie możliwości), który bierze na swoje barki edukację finansową Roberta. Dlaczego to robi? To piękna historia. Dziewięcioletni chłopiec przychodzi do bogatego ojca i mówi: naucz mnie robić pieniądze. Niby nic, ale perspektywa ojca bogatego jest nieco inna. Prowadzi on sieć sklepów i ma kilka innych biznesów. Ma pod sobą parędziesiąt osób, które proszą o różne rzeczy: podwyżki, urlopy – standard w relacji pracodawca-pracobiorca. NIKT i NIGDY nie poprosił go nauczenie w jaki sposób robić pieniądze – a chłopiec nie tyle, że się odważył (choć to też istotne), ale o tym pomyślał – samo to zasługiwało na nagrodę. Wielu ludzi, którzy tę książkę przeczytali, a z którymi rozmawiałem, zarzuca jej amerykańskość. Ten styl pełen patosu oraz tego, że wszystko jest możliwe. Zgadzam się – jest po amerykańsku. Kiyosaki wychował się na Hawajach. Nie dyskutuję z tym. Warto jednak nadmienić, że Robert został rentierem w okolicach swoich 45 urodzin – i co by nie mówić wygląda na to, że rady mają sens. Trzeba je tylko umieć przenieść na polski grunt.

Janusz A. Zajdel

rocket

Prawo do powrotu (#23)
Cylinder von Troffa (#24)
Residuum (#25)
Paradyzja (#26)
Limes inferior (#27)
Dziwny nieznany świat (#28)
Cała prawda o planecie Ksi (#29)
Lalande 21185 (#30)
Felicitas (#31)
Wyjście z cienia (#32)
Relacja z pierwszej ręki (#33)

Pakiet Zajdla kupiłem na BookRage’u i były to najlepiej wydane pieniądze w roku minionym. Jeśli jeszcze nie wiesz co to jest BookRage to kliknij w link, zapisz się tam na newsletter i czekaj na kolejną paczkę. Idea jest prosta – kilka – kilkanaście tytułów, płacisz powyżej średniej – dostajesz więcej, płacisz znacznie więcej niż średnia – dostajesz jeszcze więcej. W niezbyt wygórowanej cenie (30-50zł) jesteś w stanie nabyć kilka książek (e-booków), a jak jesteś skąpcem to i za dwa złote coś dostaniesz. O BookRage’u możesz poczytać tu, a ja przechodzę do meritum – Janusza Zajdla.

Tegoroczne spotkanie z Zajdlem było moim pierwszym w moim krótkim, acz jakże udanym życiu. Mówiąc (w zasadzie pisząc) o Zajdlu nie ucieknę od porównań z Lemem i Dukajem. W chwili obecnej według mojej subiektywnej oceny będzie to najlepsza trójka polskich autorów piszących powieści i opowiadania z tematyki hard science-fiction. Co jest w Zajdlu zachwycające to prostota (ale nie prostactwo) języka – choć myślę, że dla niektórych będzie to wadą. Zarówno Dukaj, jak i Lem modyfikują narzędzie którym się posługują – język. To też jest fantastyczne. Ale powoduje, że utwory są znacznie bardziej skomplikowane, trudniejsze w odbiorze – przez co naturalnie wymagają od czytelnika więcej zaangażowania. U Zajdla tego nie ma. To znaczy, że czytelnik może się skupić jedynie na historii (a nie na dekodowaniu języka, w którym została opowiedziana) i podziwianiu kosmosu.

U Zajdla wymyślony świat, zresztą podobnie jak u dwójki wymienionych autorów, nie jest światem wymyślonym tylko dla gimnastyki umysłu. Jest tłem do zmagań, których tematem przewodnim u Zajdla jest walka człowiek-człowiek, człowiek-system, czy człowiek-ten-sam-człowiek (walka z samym sobą). Bo jak inaczej określić przypadek, w którym w podróży międzygalaktycznej na statku dochodzi do awarii systemu uzdatniania wody i załoga, by przeżyć musi wysuszyć ciała współpasażerów? Niby nieludzkie, ale na pokładzie statku jest kilkaset zamrożonych ciał, która trzeba dowieźć do stacji kosmicznej na kolonizowanej planecie. To nie są problemy, które się łatwo rozstrzyga. Za to bardzo przyjemnie się o nich czyta.

Jacek Dukaj

Król Bólu (#34)

Żaden Król Bólu. Jacek Dukaj dzierży berło i koronę (ale niech nie spoczywa na laurach) polskiego science-fiction w chwili obecnej. Rzucam Wam wyzwanie i pokażcie mi kogoś lepszego. Choć gusty są subiektywne to na pewno możemy o nich podyskutować. Znowu wstyd, ale ja dopiero co odkrywam Dukaja – to pierwsze co przeczytałem i jestem zachwycony, w kolejce czeka cała masa innych tytułów – i bardzo dobrze. Król Bólu – jak sam Jacek Dukaj sugeruje nie jest zbiorem opowiadań, jest zbiorem powieści. W skład wchodzą następujące tytuły: Linia Oporu, Oko Potwora, Szkoła, Król Bólu i Pasikonik, Crux, Serce Mroku, Aguerre w Świcie, Piołunnik. Na kartach tej książki znalazłem fenomenalne zdanie: content to be content, która dla Was nie zabrzmi fenomenalnie bo nie znacie kontekstu, a kontekst – jak zawsze powtarzam – jest ważny.

Dukaj pisze o trans-humanizmie. Dla niezorientowanych: to idea postulująca rozszerzenie możliwości człowieka poprzez integrację ciała z technologią. Cyborgi, nanotechnologia, przeniesienie świadomości do świata, który my uznajemy za wirtualny – w przyszłości możliwe, że nie da się postawić granicy pomiędzy tym co wirtualne, a tym co rzeczywiste – o czym zresztą Jacek pisze. Dukaja cechuje również, o czym wspomniałem wyżej, umiejętność modyfikacji języka użytego w powieściach – i uwierzcie – słowotwórstwo to pikuś. Książki dla miłośników gatunku lub dla tych, którzy lubią łamigłówki logiczne. Co mnie jeszcze w Dukaju urzekło? Manipulacja językiem – ale na poziomie słów i użytego słownika. Odnosi się wrażenie, że każda powieść w Królu Bólu jest napisana przez innego autora. W Cruxie mamy opis polskiego miasta z nano-dresami (poważnie), nano-szlachtą (nano od nanotechnologii) i Jezusem-Naszym-Zbawicielem-Cruxem. To koncepcja jest tak chora, że aż cudowna. W Piołunniku zaś przedstawiony został świat zombie po katastrofie w Czarnobylu w 1986 roku (swoją drogą to rok moich urodzin). Zombie te nie są do końca zombie, ponieważ nie pragną mózgów, są ożywionymi ludźmi z różnych epok… dużo by pisać. A wymowa tej powieści – trzeba sięgnąć trzeciego dna. Niesamowite jest to, że w Linii Oporu – zdania są krótkie, rwane (co ma absolutnie uzasadnienie), a w Cruxie są znacznie dłuższe, bardziej wymowne – i jakby to powiedzieć, o mam – szlacheckie. Przedstawię Wam próbkę.

Która godzina? Trzecia szesnaście.

Czy w ogóle ma dzisiaj jutro pojutrze coś do zrobienia?

Stoi na pustym peronie i próbuje, próbuje wymyślić cokolwiek.

Życie. Ale jakby nie.

Jacek Dukaj – Linia Oporu fragm.

Czerm jest firmą brokerską, specjalizujemy się w inżynierii kryzysów. CM, crisis management, dzięki werkom logicznym stał się zupełnie nową dziedziną ekonomii. Od dawna wiadomo, że gospodarka rozwija się w cyklach i że żadna hossa i wzrost nie mogą trwać wiecznie; sztuka polega więc nie na sztucznym ich podtrzymywaniu, lecz takim wywoływaniu i zarządzaniu kryzysami, recesjami, dewaluacjami, by posłużyły one tylko jako katalizator jeszcze większego wzrostu, możliwie bezbolesny. Dzięki werkom logicznym można obliczać, co przedtem było nieobliczalne, i próbować zapanować na nieopanowywalnymi dotąd procesami.

Jacek Dukaj – Crux fragm.

Chodzi o to, że Dukaj w swoją opowieść wciąga także przez rodzaj użytego narzędzia – powiem tak, zupełnie inaczej czuje się rozbijany kamień pod naporem dziesięciokilogramowego młota obsługiwanego ręcznie, a inaczej pod naporem młota pneumatycznego. Twój mózg to kamień, proza Dukaja to młot pneumatyczny. Mind blown.

Leszek Kołakowski

Niepewność epoki demokracji (#35)

Dotarliśmy do końca. Leszek Kołakowski – jeden z najwybitniejszych prezenterów myśli i koncepcji filozoficznych. Urzekające jest to, że wszystkie rozpatrywane koncepcje, idee, myśli przedstawia ze wszystkich możliwych stron w możliwie najbardziej obiektywny sposób. To u Kołakowskiego wyczytałem, że marksizm już u zarania swojego istnienia (jeszcze jako koncepcja) był obarczony ludobójstwem. To znaczy: idee spisane przez Marksa implikują ludobójstwo. Właściwie prawie zawsze w ten sposób kończy się próba uszczęśliwienia wszystkich. O Leszku nie będę już nic pisał – na dniach przygotuję kolejny post, w którym Kołakowski podaje przykazania inteligenta – Hendekalog inteligenta. Wiem, że nie możecie się doczekać.

books35

Nie ma się czym zachwycać – no chyba, że formą tego posta – 35 książek rocznie daje niecałe 3 na miesiąc. To nawet nie jest jedna na tydzień. Szczerze powiedziawszy jestem trochę rozczarowany, bo myślałem, że czytam więcej. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że spora część tych książek to pozycje po blisko tysiąc stron. Z drugiej strony jeśli chodzi o treści, którą przyswoiłem – jestem zachwycony. Oby kolejny rok był równie bogaty.

 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

5 thoughts on “35 tytułów książek, które przeczytałem w roku 2014*

  1. Odniosę się tylko do „Wojen Plemników”. Ludzie oczywiście mogą silną wolą zapanować na swoimi żądzami, ale warto wiedzieć jak działamy na auto-pilocie / co nam podpowiadają emocje.

    Właśnie czytam „Pułapki myślenia” Kahnemana. Mowa tam o Systemach 1 oraz 2. Jedynka to nasze instynkty, RAS (reticular activating system) czy odruchy. Dwójka to bardziej logiczna analiza, niejednoznaczność itd. O ile nie musimy to korzystamy z jedynki w celu oszczędzenia energii.

    1. Dlatego jeść trzeba dobrze! By móc się przełączyć na 2 i mieć energię 😉 Stejki!

Dodaj komentarz