Atlas Zbuntowany, nieważne co napiszę – jeśli nie jesteś zdeterminowany – nie przeczytasz książki, która ma 1200 stron.

Sekcja TL;DR – jak zwykle na dole.

Filozofia obiektywizmu, którą wymyśliła pani Rand, o i  tu mogę powiedzieć nieco więcej o autorce. Urodziła się w Sankt Petersburgu, zmarła w Nowym Jorku, swoje w życiu widziała. Gdyby jeszcze zamknąć to w ramach czasowych to mógłbym się pokusić o jakieś generalizacje – zatem: urodziła się w 1905, a zmarła w 1982. Wiele widziała. Dwie wojny światowe, komunizm – i niemal jego upadek, kapitalizm – jeszcze za czasów świetności (z nieco mniejszą liczbą regulacji, z większym naciskiem na wolność aniżeli bezpieczeństwo – innym razem, dziś nie o tym).  Mogę tylko przypuszczać, że te wszystkie obserwacje skłoniły panią Rand do opracowania jedynej słusznej filozofii i spisania jej postulatów na kartach książki – powieści – manifestu: Atlas Zbuntowany. Pozycja ta zaszczyciła półki bibliotek swoją obecnością w roku 1957. Wrócę do filozofii obiektywizmu, gdybym miał scharakteryzować ja w trzech słowach, byłyby to słowa następujące: własność prywatna, umysł, działanie. Gdybym był niezwiązany liczbą wyrazów, dodałbym: umiłowanie prawdy, umiłowanie siebie, wolność, racjonalność, nieuleganie autorytetom, kapitalizm, pragnienie życia, i twierdzenie, że wszystko zaczyna się między kością czołową a potyliczną.

[UWAGA: SPOILER]

Po krótkim wstępie, zacznę od wad książki. Nie ma w tej książce skomplikowanych bohaterów – większość jest czarna lub biała – wyznająca filozofię pani Ayn Rand, lub nie. Jedynie pan Hank się broni i z przyjemnością obserwuje się jego wewnętrzne zmagania, i proces przejścia z człowieka przedsiębiorcy do w pełni świadomego człowieka przedsiębiorcy. Dagny – czasem ma się wrażenie, że została wprowadzona do książki tylko po to, by uzasadnić wywody autorki na temat seksu. O tak! Seks też tam jest. I jak wszystko w filozofii obiektywizmu, także wywodzi się od umysłu. To znaczy, że umysł partnera musi być dla Ciebie pociągający, by seks był satysfakcjonujący. Na szczęście to wrażenie nie jest permanentne i Dagny – cierpiąca bohaterka – znajduje właściwe miejsce w powieści. Francisco, Ragnar i John – to jakby trzej królowie ogłaszający dobrą nowinę. Tylko robiący to w sposób bezsprzecznie brutalny. Ja mam tu dysonans – to znaczy: czy można w ten sposób zmusić ludzi do przyjęcia moralności, która dla głoszącego jest właściwa? W wielkim skrócie: John zaczyna strajk przemysłowców, wyławia ze świata najzdolniejszych ludzi, ograbianych przez resztę – grabieżców, zabierając ich do tajnego miasteczka, w którym wyznawane są te właściwe wartości moralne. Nie trudno się domyślić co się dzieje ze światem bez ludzi mających w sobie iskrę i chęć działania: syf, głód, bieda – Sodoma i Gomora, Armageddon – jednym słowem. Starczy. Uzasadnienie działań Johna Galta – znajdziecie na kartach książki.

Słabym punktem jest kulminacja – domyślam się, że właśnie nią miał być rozdział „Mówi John Galt”, którego fragmenty zaprezentowałem w poprzednim wpisie – John kradnąc sygnał radiowo-telewizyjny, emituje na cały świat trzygodzinne przemówienie o tym dokąd świat zabrnął i co należy zrobić, by z tego impasu wyjść. Właściwie jest to wszystko powiedziane znacznie wcześniej między wierszami. Także ma się ochotę powiedzieć: Pani Rand, proszę dać już spokój, zrozumiałem, co chce Pani powiedzieć. Finał niestety jest nudny. A największe emocje budzi przełom drugiej i trzeciej części.

Dialogi i sytuacje przedstawione w książce w wielu miejscach urągają inteligencji czytelnika. Są proste – czasami wręcz prostackie, jednowątkowe, z reguły przedstawione są poglądy skrajnie różne: totalnie złych lub totalnie dobrych. Po dziesiątym zabiegu tego rodzaju ma się dość. Rozumiem, że to celowe. Pani Rand, o czym pisze, nie chciała pozostawić pola na interpretacje – ale dlatego tej książki nie czyta się jak dobrej beletrystyki, raczej jak dobry manifest z akcją. Co dokładnie mam na myśli? Momenty, w których myślisz: Ej, on nie może być aż tak głupi, lub z drugiej strony: Ej, on nie może być aż tak kryształowy. Pomyślałem sobie, że mam do czynienia z kolejną utopią.

[UWAGA: KONIEC SPOILERA]

Zatem czy warto przeczytać tę książkę? Oczywiście, że warto. Mimo tych wad, w ogóle nie żałuję nieprzespanych nocy, bólu karku i kilkudziesięciu godzin poświęconych na czytanie. W pozycji tej można znaleźć odpowiedzi na pytania, która potrafią męczyć, jak np.: po co mi to wszystko i tak umrę?, co jest sensem życia?, czy umysł jest ważny? czy zmysłom można ufać? czy mistycy mogą być szczęśliwi? gdzie jest problem z materializmem? Oczywiście, wszystkie odpowiedzi, to są odpowiedzi, których udziela Pani Ayn Rand, natomiast wcale nie wydaje mi się, by miała coś przeciwko byś je skonfrontował z własnym umysłem i własnymi przemyśleniami.

Napiszę jeszcze tylko, że podoba mi się sposób w jaki Pani Rand chce przekazywać ludziom wiedzę z zakresu filozofii. Czytanie książek filozoficznych jest trudne. Trzeba mieć ze sobą cały aparat pojęć, duży zasób wiedzy, najlepiej znajomość języków (praktycznie nie da się czytać niemieckich filozofów bez znajomości języka niemieckiego) – bariera wejścia jest zbyt duża. Do Atlasu Zbuntowanego może przysiąść każdy. Objętość książki jest uzasadniona, wiele rzeczy należy przecież wyjaśnić. Dodatkowo wszystko jest włożone w konwencję powieści kryminalnej, trzymającej w napięciu – z wieloma momentami: co będzie dalej? Może tylko w ten sposób można przekazać wiedzę zarezerwowaną dla intelektualistów (czy prawdziwi intelektualiście jeszcze istnieją?) – normalnym ludziom?

Uwagi techniczne

Jeśli już musisz przeczytać – kup sobie wydanie elektroniczne, jeśli je znajdziesz. Książka waży 1536 gramów (pomiary wykonane na wadze kuchennej z dokładnością +/- 1 gram) – co sprawia, że czytanie jej jest wysoce niekomfortowe. Ale z drugiej strony ćwicząc umysł – ćwiczysz i biceps, czyż to nie piękne?

TL;DR: Filozofia obiektywizmu = Własność prywatna, umysł, działanie, wolność. Manifest z dobrą akcją. Konwencja: kryminał. Dla szukających odpowiedzi: sens życia, śmierć.

 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

10 thoughts on “Atlas Zbuntowany, nieważne co napiszę – jeśli nie jesteś zdeterminowany – nie przeczytasz książki, która ma 1200 stron.

    1. Sam dałem radę to i wykonalne 😉

      Natomiast nie oszukujmy się, w kraju w którym 19 milionów rodaków nie przeczytało żadnej książki w roku ubiegłym (ani jej fragmentu) – sięganie po pozycję o objętości dorównującej biblii, czy dwóm Illiadom Homera wydaje się zadaniem nie do wykonania 🙂

      Tutaj ten zacny artykuł o nie-zacnościach 😉
      http://wyborcza.pl/piatekekstra/1,142298,17297141,Badanie_czytelnictwa__6_milionow_Polakow_poza_kultura.html

      Ja po przeczytaniu się, zacząłem zastanawiać, czy tworzenie treści pisanych to nie jest wymierająca profesja 🙂

  1. W książce mowa m.in. o
    korumpowaniu ludzi centralnym planowaniem w nauce. Nawet w dziedzinach technicznych,
    a nie tylko społecznych. Z przykrością widzę spełnienie tej wizji w naszej
    rzeczywistości.

    1. Hej, tak na szybko – wygląda na to, że obecny nakład się skończył. Na stronach merlina jest informacje, że wznowią sprzedaż 23 czerwca – możesz poczekać lub kupić książkę na allegro (tylko to wychodzi drożej niż w księgarni ;)). Książka wydana jest przez Wydawnictwo Zysk i S-ka – możesz też uderzyć bezpośrednio do nich, na jakimś twiterze, czy innym facebooku – powinni mieć informację, czy jest szansa, że książka się pojawi wkrótce na półkach.

Dodaj komentarz