Męskość raz jeszcze, czyli wszystko co wiesz, ale boisz się powiedzieć.

Start artykułu – iście poetycki: „Fraszka o męskości” w wersji old school – na dole znajdziecie wersję gimbaza! (Przypominam, że sekcja TL;DR jak zwykle na dole)

Silna męskości

gdzie się podziały Twoje włości?

O męskości! ostojo kobiecości!

Czemuż to zostały tylko ości?

Treść, ambicja, działanie

Pleśń, lenistwo, zastanie

Do męskości – tęskno mi Panie!

Kompozycja własna za którą przepraszam erudytów. I celebrytów.

Może się wydawać, że męskość definiuje się (głównie) jako zbiór cech, które są w opozycji do cech kobiecych. Przez to niefortunne stwierdzenie, polemika na temat różnic między płciami i cechami je definiującymi odbywa się zawsze na grząskim gruncie. Bo jeśli rozważyć zdanie: Męskość to siła fizyczna, to czytelnicy od razu dopowiedzą: Kobiety są fizycznie słabe. Zwrócić należy uwagę na to, że to nie jest prawdą. Prawdziwe byłoby zdanie, że przeciętny mężczyzna jest silniejszy fizycznie od przeciętnej kobiety – i to jest fakt, tak to skonstruowała natura, nie ma co z tym polemizować, ani próbować temu faktowi zaprzeczyć – mimo to niektórzy próbują. Inny przykład: męskość to pasja, to od razy w czytelniczych głowach powstaje twierdzenie, że kobiecość pasji nie przejawia.

Można pokusić się o tezę, że męskość i kobiecość to byty komplementarne. I w taki sposób należy te byty rozpatrywać. Jeśli wyobrazimy sobie mechanizm, w którym działają dwie zębatki – nie interesuje nas zbiór cech poszczególnej zębatki – interesuje nas fakt, że mechanizm działa. Zębatki będą miały cechy wspólne – są okrągłe i mają zęby. Analogicznie kobieta i mężczyzna – mają oczy i układ kostny. Jedna z zębatek ma większy promień i jest wykonana z metalu o mniejszej wytrzymałości niż druga – to są cechy konkretnych obiektów, ale jeszcze raz: tak długo jak mechanizm działa – nie ma to żadnego znaczenia.

gears

Niestety nie udało mi się w internecie znaleźć lepszego zdjęcia dwóch komplementarnych zębatek.

Kiedy zostało wyjaśnione podejście autora do rozważanych kwestii, może on w spokoju udać się na drzemkę… a nie to nie ten wpis: może on teraz ze spokojnym sumieniem przejść do definicji męskości – bo pisząc, że mężczyzna musi działać – czytelnik nie będzie sobie wyobrażał, że kobieta musi siedzieć w domu. I do tego najlepiej w kuchni.

Dlaczego mężczyzna musi działać? I jest to istota jego bytu? Przenieśmy się parę tysięcy lat wstecz (fantastycznie się tak cofnąć w czasie i używając prostych mechanizmów przenieść pewne wzorce do czasów współczesnych). Wyobraźmy sobie, że jesteśmy mężczyzną w jaskini. Struktury społeczne dopiero kiełkują, a ten mężczyzna ma partnerkę, z którą ma potomka. Mężczyzna ten potrafi polować. W tygodniu przynosi do jaskini sarnę, trzy króliki i dwa pstrągi. Razem z tym co uzbiera jego partnerka w pobliskich krzakach (komplementarność!), wystarcza, by wykarmić rodzinę, a tym, co zostaje pohandlować z innymi mieszkańcami jaskini.

…kobieta musi siedzieć w domu. I do tego najlepiej w kuchni.

Okazuje się jednak, że mieszkańcowi jaskini nie zostaje za dużo dóbr – tzn. zachowuje status quo. Mężczyzna ten ma dwa wyjścia. Pierwsze to zachować obecny stan rzeczy – i w konsekwencji zaprzestać rozwoju – i pogodzić się z mechaniką życia. Drugi to ruszyć głową i wymyślić w jaki sposób może mieć więcej, pracując mniej. Ten drugi implikuje działanie. Prawdopodobnie wtedy nasz jaskiniowiec wpadł na pomysł, że sarny można schwytać i próbować oswoić – z sarnami nie wyszło, więc spróbował z kozicami. I tak powstały udomowione kozy. Jakie to proste.

Można teraz dokonać pewnego nadużycia i stwierdzić, że działanie jest po to by mieć więcej w sensie materialnym. Ale nie o to chodzi. Działanie ma powodować, że mężczyzna jest bliżej celu, który sobie założył. I owszem – to może być cel materialny, ale niekoniecznie.

cave

Prawdopodobnie tak mógł wyglądać dom jaskiniowca kilka tysięcy lat temu.

Autor wyraża ubolewanie, że przedstawiona koncepcja nie działa: na świecie nic takiego się nie dzieje, samce-status-quo znajdują samice-status-quo, które rodzą potomstwo-status-quo.

Poczynić należy dygresję na temat działania i celu tego działania. Otóż, istotą istnienia jednostki myślącej – tu uwaga: nie każda jednostka posiadająca mózg jest jednostką myśląca – jest rozwój. Rozwój z kolei może dokonywać się na wielu polach, koniec końców i w wielkim skrócie – jednostka myśląca na skutek rozwoju staje się lepsza. Samiec – mężczyzna – chłopiec, który pragnie zachować status-quo, rezygnuje z wielkiego daru, jakim jest zdolność uczenia się – oczywiście nie o uczenie akademickie się rozchodzi. Mało tego, ten samiec najprawdopodobniej straci możliwość reprodukcji, gdyż nie będzie atrakcyjny dla potencjalnej samicy. Autor wyraża ubolewanie, że przedstawiona koncepcja nie działa: na świecie nic takiego się nie dzieje, samce-status-quo znajdują samice-status-quo, które rodzą potomstwo-status-quo.

Celem męskich działań nie może być kobieta. I gdyby Werter to czytał, to może chłopina dożyłby spokojnej starości, ale nie czytał – wiadomo jak skończył. Gdyby zmaterializować mężczyznę jako wysokoprężny samochodowy diesel – to celem jego pracy jest napędzanie samochodu. Inaczej: sprawianie, by samochód jeździł. Gdzie w tej materializacji jest kobieta? Siedzi na siedzeniu pasażera. Towarzyszy samochodowi-mężczyźnie w podróży. Odstawia czasem do myjni. Ale nie czeka jako nagroda na końcu drogi gdzieś na spadzistym klifie w słonecznej Kalifornii. Autor celowo użył tak różnych materializacji, by uświadomić jak odległe od siebie są to zagadnienia. Jeśli byłby to artykuł o relacji – wtedy można pokusić się o przyrównanie mężczyzny do silnika, a kobiety do skrzyni biegów – i by samochód jechał, oba muszą być sprawne i wykonywać dobrze swoją robotę.

women

Kobiety. Nie mogą być celem działań mężczyzny. To lamerskie.

Wybór pomiędzy jakimkolwiek kręgosłupem, a brakiem kręgosłupa – jest oczywisty. I właśnie dlatego źli chłopcy cieszą się takim powodzeniem. Ci dobrzy nie mają takiego PR-u, i nie potrafią sprzedać się w sposób tak efektowny.

Męskość to kręgosłup. Wierzeń, faktów, wyborów – źródła i terminologia nie ma znaczenia. Mężczyzna powinien mieć zestaw praw, którymi się w życiu kieruje, które pomagają mu ustalać cele, które sprawiają, że stoi solidnie jak wieża Eiffela w środku burzowej nocy. Zasady, które powodują, że nie rozlewa na podłodze jak worek skóry pozbawiony układu kostno-szkieletowego. By ten kręgosłup zdefiniować należy odkryć siebie – dlatego mężczyzna potrafi odpowiedzieć na pytanie: kim jestem? Mówi się, że kobiecość lgnie do mężczyzn o wątpliwej reputacji – w kontekście relacji damsko-męskich. Gdyby pochylić się nad tematem trochę głębiej okaże się, że ci panowie w ogóle swej reputacji nie kryją, potrafią o niej mówić wprost, a niewierność jest ich świadomym wyborem – i czy się to komuś podoba, czy nie – buduje ich kręgosłup zasad moralnych. Po wszystkim oczywiście jest płacz i lament – jak mogłeś? I takie tam – co można zbyć krótkim: czego się spodziewałaś? Nastąpiło zbytnie odchylenie w stronę tematów związanych z relacjami – jest to nieuniknione.

Kręgosłup – nawet, dla niektórych wątpliwy – potrafi być pociągający, bo istotny jest sam fakt jego istnienia. Wybór pomiędzy jakimkolwiek kręgosłupem, a brakiem kręgosłupa – jest oczywisty. I właśnie dlatego źli chłopcy cieszą się takim powodzeniem. Ci dobrzy nie mają takiego PR-u, i nie potrafią sprzedać się w sposób tak efektowny.

Mężczyzna wymaga. Zdefiniowany kodeks trzeba szerzyć jak apostołowie szerzyli dobrą nowinę. Męskość wylewa się z mężczyzny poprzez jego usta i ręce i kształtuje świat wokół siebie. Nie tylko ten materialny – budowa mostu, silnika spalinowego, wału przeciwpowodziowego. Ale także ten duchowy – gdy przekazuje wartości potomstwu, czy znajomym. Gdy wdaje się w dyskusję o sensie istnienia człowieka i świata po trzecim piwie w swoim ulubionym barze. Wydaje się, że umiejętność ta zanika i jak śpiewa Fisz: aha, nie rozmawiamy, nie rozmawiamy ze sobą wcale (fragment: Bla Bla Bla).

Przedsiębiorcy bawią się w nowe technologie – jak tinder, czy dmuchany facebook. Pisarze bawią się w thrillery lub bajki o smokach. Duchowi przywódcy nie potrafią zrobić porządku we własnych strukturach. Politycy…

Gatunek przedstawionego mężczyzny – wymiera. To nie tylko moje zdanie. Sądzę, że nie da się tego procesu odwrócić – stąd tytuł podcastu, o którym jest niżej. Że prawdziwy mężczyzna odejdzie w zapomnienie (ewentualnie zostanie ich tylko garstka). Przedsiębiorcy bawią się w nowe technologie – jak tinder, czy dmuchany facebook. Pisarze bawią się w thrillery lub bajki o smokach. Duchowi przywódcy nie potrafią zrobić porządku we własnych strukturach. Politycy nie potrafią wziąć odpowiedzialności i przerzucają się nawzajem oskarżeniami. Górnicy zamiast kopać i wydobywać – płaczą. Naukowcy zamiast odkrywać, walczą o granty przekrzykując się jak baby na targu… przykładów można mnożyć. Możliwe, że tak nie uważasz. Jeśli nie – spróbuj sensownie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego obecnie taki sukces osiągnęli trenerzy osobowości i coachowie – de facto ludzie, którzy mówią mężczyźnie co ma robić?

Zakończenie będzie także poetyckie – „Fraszka o męskości” w wersji gimbaza.

Owłosiona klato!

Czemu golisz się na lato?

Owłosiona klato! Gwiazdo żurnali

Wybierasz sztucznych drwali

Włos, tors, futro

gładkość, skip-the-leg-day, jutro

Przytulić chcę owłosioną klatę, o Panie!

Kompozycja własna za którą nawet o wybaczenie nie proszę.

Kontekst dla dociekliwych – tata zawsze powtarzał, że kontekst jest ważny – czyli skąd, po co? i dlaczego?

Popełniło nam się (mi i Michałowi z Kokolorez) podcast o męskości, którego możecie posłuchać pod linkiem. Wpis zatytułowałem odrobinę przewrotnie: Odcinek 6. O męskości. Męskości, której nie da się już uratować. I tym sposobem wszedłem na minę. Taką od czołgów. Znajomy mnie zbeształ, że temat został potraktowany zbyt płytko i że on chciałby głębiej. Nie dawało mi to spokoju. Z dwóch powodów – po pierwsze co znaczy głębiej? A po drugie – jeśli nawet dotrę do istoty męskości, czy będzie to wystarczające dla mojego ogarniętego kolegi. Bo wiedzieć musicie, że ja przy nim przez większość czasu czuję się jak idiota 🙂 JA!

Słowo wyjaśnienia na temat (to nie jest kryptoreklama) sposobu w jaki tworzymy podcast. To jest tak, że nie zawsze wiem o czym będziemy rozmawiać – to raz. A nawet jak wiemy – to nie do końca wiemy o w jaki sposób – brakuje scenariusza – to dwa. Ot, takie spontaniczne słowne sparingi. Powiedziałbym, że jest to choroba wieku dziecięcego, która z czasem minie. Doświadczenie w tworzeniu treści tego typu zrobi swoje – i forma będzie lepsza, i treść będzie lepsza. A głosów o zbyt powierzchownym potraktowaniu tematu będzie coraz mniej, bo w to, że znikną zupełnie – nigdy nie uwierzę. Musiałbym być jakimś omnibusem.

Mam nadzieję, że o męskości już pisać nie będę. Choć ten artykuł jest tak dobry, że będę traktowany jeszcze-bardziej-jak-ekspert-od-męskości. W związku z tym czekam na zaproszenie do Dzień Dobry TVN (pozwalam sobie to napisać, bo tutaj na pewno już nikt nie doczyta).

TL;DR Rób co chcesz i bierz za to odpowiedzialność. To nie ma znaczenia, prawdziwa męskość i tak wyginie.

 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

14 thoughts on “Męskość raz jeszcze, czyli wszystko co wiesz, ale boisz się powiedzieć.

  1. Sebastianie, blogerze, mężczyzno – ja protestuję! „Męskość to kręgosłup. Wierzeń, faktów, wyborów – źródła
    i terminologia nie ma(ją) znaczenia. Mężczyzna powinien mieć zestaw praw,
    którymi się w życiu kieruje (…)”. Albo: „rób co chcesz i bierz za to odpowiedzialność”. Przecież to dotyczy obu płci! Czemu uważasz, że kręgosłup (moralny/duchowy) zbudowany wokół wierzeń, wyborów, faktów to domena męska? Czemu twierdzisz, że to męskie (a nie: ludzkie, albo wręcz kobiece) brać odpowiedzialność za swoje życie? Czy kobiety nie biorą odpowiedzialności za swoje życie? Czy nie kierują się określonymi zasadami? Czy nie mają kręgosłupów moralnych?

    I druga sprawa: męskość nie ginie, tylko ewoluuje. To, co było męskie sto, czy nawet dwadzieścia lat temu, przeszło do lamusa. Nie odkrywam Ameryki, bo to naturalny proces – nasi przodkowie też załamywali ręce nad upadającym etosem mężczyzny i emancypowaniem się kobiet. I co? I nic. Ziemia kręci się dalej. 🙂 W naszej (białej) cywilizacji męskie i w tonie jest teraz np. umieć zmienić dziecku pieluchę lub dobrze gotować. I takich mężczyzn kobiety chcą!

    1. Not sure if trollin or hatin…

      Fragment powyższego wpisu: „Kiedy zostało wyjaśnione podejście autora do rozważanych kwestii, może on w spokoju udać się na drzemkę… a nie to nie ten wpis: może on teraz ze spokojnym sumieniem przejść do definicji męskości – bo pisząc, że mężczyzna musi działać – czytelnik nie będzie sobie wyobrażał, że kobieta musi siedzieć w domu. I do tego najlepiej w kuchni.”

      Ostrzegałem przed traktowaniem atrybutów męskości w opozycji do kobiecości.

      Ewolucja ewolucją. Ale ten kierunek jest zły. To że facet gotuje i przewija absolutnie nie odejmuje mu męskości. Kobiety nie wiedzą czego chcą – to prawda powszechnie znana 🙂 (w ostatnim zdaniu się przekomarzam)

      Nie mam też nic do emancypacji kobiet – popieram rękoma i nogami. Wszystko rozchodzi się obrak szacunku wobec innej osoby. A zobaczysz wkrótce jak tego szacunku będzie brakować dla ojców i ‚głów rodzin’.

    2. To ja dorzucę swoje.

      „Czemu uważasz, że kręgosłup (moralny/duchowy) zbudowany wokół wierzeń, wyborów, faktów to domena męska? Czemu twierdzisz, że to męskie (a nie: ludzkie, albo wręcz kobiece) brać odpowiedzialność za swoje życie? Czy kobiety nie biorą odpowiedzialności za swoje życie?”

      Ponieważ społeczeństwo nie oczekuje od kobiety brania odpowiedzialności za wiele rzeczy w życiu prywatnym. To facet uwodzi, zaciąga kobietę do łóżka, ona nam tylko biedna sierotka Marysia przypadkiem jest i się daje.

      Kobieta czerpie z otoczenia. Dostaje komplementy i pochwały, nie oczekuje się od niej radzenia samodzielnie z nieustającymi przeciwnościami losu i negatywnym podejściem otoczenia.

      Zmienianie pieluch ani gotowanie nijak nie kłóci się z zawartością artykułu.

      1. „(…) społeczeństwo nie oczekuje od kobiety brania odpowiedzialności za wiele rzeczy w życiu prywatnym” i „kobieta czerpie z otoczenia. Dostaje komplementy i pochwały, nie
        oczekuje się od niej radzenia samodzielnie z nieustającymi
        przeciwnościami losu i negatywnym podejściem otoczenia”.

        Jeśli tak wygląda życie kobiety z perspektywy mężczyzny to ja zaczynam pojmować, czemu obie strony nie potrafią się zrozumieć…

        1. Wpadam tu jako moderator – rozjemca.

          Na myśli Igora przymykaj oczy 😉 To jest szowinista samotnik. Wydaje się, że jeszcze dobrze nie zdefiniował męskości 🙂 o kobiecości nie wspominając.

          Bardziej serio.
          Co do negatywnego podejścia otoczenia – to prawda. Ale nie dotyka tylko mężczyzn. Ot choćby daleko nie szukać, a temat bliski aktualnie – mit matki idealnej. Najlepiej takiej, która spełnia się zawodowo, znajduje czas na opiekę nad dzieckiem i jeszcze zajmuje się domem. Niby można, ale mnie zastanawia, jak długo można tak pociągnąć. Mężczyźni? Każdy, który w wieku 35 lat nie ma własnego mieszkania, cud samochodu – przegryw (to w wielkim skrócie). Bo powiedz mi, czy od mężczyzny nie wymaga się by sobie radził z przeciwnościami losu? I jak wygląda facet, który siedzi w kącie i płacze. Bo akurat ma chwile słabości. O tym nie wolno rozmawiać – to tabu. Jakoś kobietom łatwiej się wybacza momenty załamania.

          Dawno, dawno temu poczyniłem wpis o oczekiwaniach – im mniej ich w naszym życiu tym lepiej.

          1. Samotna męska szowinistyczna świnia (SMSś) Igor ma całkiem sporo do czynienia z atrakcyjnymi, samotnymi (lub nie) niewiastami w kwiecie wieku (25 – 30) i wnioski wyciąga z tego co widzi. No to może kilka przypadków do rozważenia:

            1. Siostry S i I. Bez skrępowania podrywał obydwie przez czas jakiś. Po zaprzyjaźnieniu się z chłopakiem S – czuł się nieco głupio robią to i przestał. Każda z nich zapytała czy nie mógłby poflirtować nieco z drugą, bo bidula czuje się nieatrakcyjnie od czasu jak nasz bohater (łysy i gruby kurdupel – dla jasności) przestał się do niej zalecać i opowiadać świńskie teksty. Go figure. Potem I narzekała, że nasz Don Juan za bardzo zwraca uwagę na S. Zewnętrza walidacja – nie, ani trochę.

            2. Y – Słowianka o artystycznej duszy. Na pierwszy rzut oka – bardzo pewna siebie. Do pierwszej lekko krytycznej uwagi nt. swojej urody – po której następuje załamanie osobowości. Przy okazji: zrezygnowała z talentu, wybrała nudną i bezpieczną karierę z powodu strachu przed wystawieniem się na ocenę krytycznej publiczności. Nie radzenie sobie z krytyką – gdzie tam.

            3. A – żona kolegi. Niechcący rozpoczęła dyskusję na bardzo kontrowersyjny temat podczas spotkania towarzyskiego. Niepijący był łon i ona. Dwa dni później kumpel się zapytał Igora kto rozpoczął tą dyskusję, bo jego żona nie mogła sobie tego przypomnieć. Wypieranie faktów – nope.

            Można by podać tego więcej, ale po co.

            1. Ad. 1) Właściwie bez komentarza, bo jeśli budowały swoją wartość na sprośnych tekstach to szkoda zachodu.

              Ad. 2) Ja na ten typ mówię wydmuszki. Przebijesz się przez skorupę i nie ma nic. Niestety wciąż często spotykany typ kobiety.

              Ad. 3) Wyparcie – nie dotyczy tylko kobiet. Niemal każdy wypiera niewygodne. Przyznanie się do błędy wymaga nieco odwagi.

              Można by też podać więcej ‚normalnych’ przykładów 🙂 Bo takie też są. Choć na pewno rzadziej spotykane.

              1. Ad 1) I 2) Sprośne czy nie – niewielka różnica. Romantykiem to ja nie jestem.:) Powiedziałbym, że wszystkie trzy mają tak naprawdę bardzo wiele do zaoferowania poza wyglądem.Ale ludzie dążą do minimalizacji wysiłku energetycznego. Życie dało im przez lata możliwość karmienia się komplementami to z niej korzystały. Jakby większość spotkanych kobiet chciała mnie przelecieć to też by mi to popsuło w głowie.:)

                Ad 3) Nie twierdzę, że tylko. O ogóle facetów bynajmniej nie myślę dobrze.

    3. Odpowiadam na Twoje wątpliwości.
      „Przecież to dotyczy obu płci!” – tak, nigdzie nie napisałem, że kobiet nie dotyczy 🙂

      „Męskość nie ginie, tylko ewoluuje.” Męskość ginie. To nie jest ewolucja tylko krok wstecz…
      Emancypacja kobiet jest procesem potrzebnym – bo trzeba zatrzeć to z gruntu złe przeświadczenie, że któraś płeć jest lepsza. Są inne. Inaczej działamy, ale najlepiej jest jak działamy razem ku wspólnemu celowi. Hardkorowe ruchy feministyczne – a tych coraz więcej – domagają się hmm, delikatnie mówiąc męskiej kastracji – a przejawy werbalnej agresji coraz częstsze (zresztą nie tylko werbalnej). Co najgorsze – w dobie poprawności politycznej – mężczyzna nie ma za bardzo możliwości obrony. Natychmiast ma przypiętą łatkę faszysty-szowinisty. Jeśli mowa o równouprawnieniu – zobacz sobie w statystyki, które z rodziców opiekuje się dzieckiem po rozwodzie rodziców. Praktycznie w każdym cywilizowanym kraju takie dziecko trafia do kobiety. I ja nie mam o to pretensji – rozumiem predyspozycje. Ale nie róbmy z równouprawnienia, sztucznej sprawiedliwości – musi być po pół i już. Choć to i tak nieźle 🙂 patrząc na tendencje 😉

      Problem zmiany pieluchy nie ma tu nic do rzeczy – to proste zadanie, z którym facet powinien sobie radzić. Coś jak zmiana żarówki. Gotowanie? Absolutnie nie jest „babskim” zajęciem – to jakiś mit. Gotowanie jest umiejętnością, którą powinien opanować każdy – jak wiązanie sznurówek.

      Pojednawczo powiem, że w każdym z nas są pierwiastki obu płci. Są przecież mężczyźni, którzy mają bardzo rozwiniętą empatię, którą to przypisuje się kobietom. Są też kobiety, które mają więcej woli walki niż niejeden mężczyzna, a tę z kolei przypisuje się mężczyznom. Gdyby ułożyć układ równań dla pary:

      1) mm + km ~= 1
      2) mk + kk ~= 1, gdzie

      mm – męska męskość (czyli współczynnik mężczyzny w mężczyźnie)
      km – kobieca męskość (czyli współczynnik mężczyzny w kobiecie)
      mk – męska kobiecość (czyli współczynnik kobiety w mężczyźnie)
      kk – kobieca kobiecość (czyli współczynnik kobiety w kobiecie)

      To być może rozwiązanie polega na tym, by oba równania jednocześnie były możliwie jedynki 🙂 Nie wiem. Gdybam.

      1. Ja się jak zwykle w takich sytuacjach wtrącę.

        „Jeśli mowa o równouprawnieniu – zobacz sobie w statystyki, które z rodziców opiekuje się dzieckiem po rozwodzie rodziców.”

        Drogi autorze bloga. Spójrz w statystyki i zastanów się, czy dłuższy jest urlop macierzyński, czy ojcowski. Pomyśl, jak wiele (a raczej: jak mało) ojców w ogóle ten dwutygodniowy urlopik bierze. Poczytaj o tym, ile kobiety pracują w domach i ile jest w tym opieki nad dziećmi. Prostą i naturalną konsekwencją znacznie większego zaangażowania kobiet w opiekę nad dziećmi przed rozwodem jest przyznawanie im tej opieki także po rozwodzie. One po prostu w dalszym ciągu robią to samo, co wcześniej – tylko jest to bardziej widoczne, bo mieszkają osobno.

        A już zupełnie na marginesie, to dużo mniej ojców o taką opiekę wnosi. Skoro nie wnoszą, to i sądy im nie przyznają.

        Także kulawe logicznie to rozumowanie.

        1. Ja nie wiem, czy Wy nie czytacie tak, jak napisałem. Czy czytacie jak wam wygodniej. Lub moze wyrażam sie nie jasno.

          Nie mam o to pretensji i to rozumiem. Logikę mojej wypowiedzi mozna zamknąć w stwierdzeniu: nie popadajmy w skrajności – i emancypacja nie znaczy po równo, bo to prowadzi do absurdów.

          1. No, jak teraz to czytam, to myślę, że trochę niejasno – w sensie za duże skróty myślowe między kolejnymi zdaniami.

Dodaj komentarz