Przebrzydli kapitaliści

Jestem typem człowieka, który nie znosi postawy należy mi się. Stanie taki jeden z drugim na Wiejskiej i krzyczy: Dajcie mi, bo mi się należy. Przyjdzie taki trzeci z czwartym do szefa i mówi: Daj mi podwyżkę, należy mi się. Na pytanie dlaczego tak uważa – nie potrafi znaleźć odpowiedzi. Przyjdzie taki piąty z szóstym do lekarza: Przyjmijcie mnie natychmiast, należy mi się. Płacę podatki. Cóż ja też płacę podatki, pan płaci, pani płaci, wszyscy płacimy. Wszyscy, którzy siedzą w poczekalni. Wreszcie przyjdzie taki siódmy z ósmym do baru i narzeka. Że wyzyskują w korporacji. Że wymagają nadgodzin, że autostrady płatne, że dziki, że węgiel się skończył, że mało płacą, etc. Wszyscy to znamy. Każdemu z nas się też zdarza ponarzekać, bo jest to nieodłączną częścią naszej tożsamości narodowej. Wskazujemy palcem wszędzie tylko nie na samych siebie, bo przecież w lustrze to niestety ja, ten sam.

A w którym miejscu w tym wszystkim stoją przebrzydli kapitaliści? Po drugiej stronie barykady. Prawdziwa kapitalista nie skomle, bierze sprawy we własne ręce i działając rozwiązuje problemy. Przedsiębiorca nie jedzie na Wiejską, bo nie ma na to czasu – a ten jest jego najcenniejszym aktywem. Podwyżki daje, ale tylko tym, którzy na nie zasłużyli i w miarę możliwości, w kolejkach do lekarza nie czeka, bo kupuje własne ubezpieczenie medyczne – oszczędzając czas, a jak wiemy przebrzydli kapitaliści kierują się maksymą: czas to pieniądz. Kapitalista to człowiek, który stawia własny egoizm na samym szczycie piramidy wartości. Człowiek, który wierzy w potęgę własnego pomysłu i robi wszystko by zarabiać pieniądze! Tak, powtórzę: robi wszystko w granicach własnych możliwości by robić pieniądze.

Pomyślmy przez chwilę wszyscy jak wstrętnym kapitalistą jest Bill Gates. Stworzył imperium, swego czasu monopol na oprogramowanie biurowe do komputerów. W chwili obecnej jego majątek szacowany jest na osiemdziesiąt miliardów dolarów. Też nie wyobrażam sobie tej kwoty. Mógłby się podzielić, nie? Otóż: i tak, i nie. Gdyby rząd stanów zjednoczonych w swoim szaleństwie uznał, że majątek Billa Gatesa należy rozdać po równo między wszystkich mieszkańców ziemi, każdy dostałby, uwaga, uwaga: dziesięć dolarów… w przybliżeniu. Gdyby nawet dodać do tego fortuny rodziny Sama Waltona, ba! nawet gdyby wciągnąć to całą setkę z list Forbesa – przypuszczam, że kwota ta nie byłaby większa niż sto dolarów. Bogactwo. Redystrybucja – tak w przybliżeniu działają podatki (i socjalizm)… Ale nie pozwolę sobie na tę dygresję.

Zaistniała hipotetyczna sytuacja, w której bardzo przedsiębiorczy człowiek został pozbawiony swojego majątku, by inni mieli marne sto dolarów w kieszeni. Gates został pozbawiony środków do działania, a większość ze szczęśliwców kupi sobie za to kawałek wołowiny. I absolutnie w żaden sposób nie sprawi, by te pieniądze przyniosły nowe pieniądze. Prawda jest taka, że Bill Gates z własnej, nieprzymuszonej woli dzieli się swoim bogactwem. Dość powiedzieć, że fundacja, która działa pod jego nazwiskiem – wydała blisko siedem miliardów na walkę z AIDS, tuberkulozą i malarią. Wstrętny zaiste to człowiek. Jeszcze paskudniejszy jest fakt, że Microsoft – firma, którą założył Bill Gates zatrudnia obecnie prawie sto trzydzieści tysięcy ludzi. Sto trzydzieści tysięcy biednych, wyzyskiwanych niewolników. Sto trzydzieści tysięcy ludzi, którzy za pensje, które są efektem geniuszu Billa Gatesa, jest w stanie utrzymać siebie i własne rodziny. Są w stanie kupić dom, czy mieszkanie, wyjechać na wakacje, kupić samochód… Wstrętni ci kapitaliści. Zaiste. Zapewne tej liczby sobie też nie wyobrażasz. Byłeś kiedyś w Wałbrzychu? Ja też nie. Ale to miasto ma prawie sto trzydzieści tysięcy ludzi.

Możliwe, że martwisz się o młodzieńcze ręce dziergające skarpetki, czy szyjące luksusowe ubrania gdzieś w Bangladeszu. Albo troskasz się o wyrobników w chińskiej fabryce Apple’a. Zupełnie niepotrzebnie. Oni są w innej fazie rozwoju. Europa też była kiedyś biedna. W Europie też kiedyś dzieci musiały pracować. Co zrobić w przypadku, gdy te dzieci są jednymi żywicielami rodziny? Zabronić? Zakazać? Skazując ludzi na głód i żebractwo? Nie wydaje mi się, by to było dobre rozwiązanie. Możesz oczywiście uspokoić swoje sumienie – kupując skarpetki polskie, szyte pod Łodzią za dwadzieścia złotych para – jeśli tylko Cię na to stać. Zamiast kupować garnitur w sklepie popularnej marki, idź do krawca, zapłać pięć razy tyle i ciesz się z nowego nabytku. Nie stać Cię? To przestań marudzić i daj zarabiać Banglijczykom.

Wrócę znad Jamuny na polskie podwórko. Ta zła grupa przedsiębiorców wyzyskiwaczy, która nie chce się podzielić swoim majątkiem. A przecież powinna. Śpią na pieniądzach – tyle, że jak już pisałem – oni się dzielą. Płacą podatki, płacą pensje, płacą za wynajem i utrzymanie biura. Rozważę pewien przykład z branży w której pracuję. Mały dev house. Dziesięciu pracowników – dziesięć stanowisk pracy. Biuro w mieście. Ile to kosztuje? Minimum dwieście tysięcy złotych miesięcznie. Jedno stanowisko pracy – około dwudziestu tysięcy – jest to koszt można powiedzieć jednorazowy-cykliczny. I tak miesiąc w miesiąc przebrzydły kapitalista przedsiębiorca ponosi koszty prowadzenia działalności – w skali roku mówimy o pieniądzach rzędu milionów złotych – a przecież to malutka firma. A Ty masz czelność błagać o paręset złotych więcej nie umiejąc swej prośby uzasadnić, w żaden sposób nie dając siebie więcej – bo, a jakże: należy mi się. Nic się nie należy. Chcesz to sobie weź. A jeśli uważasz, że prowadziłbyś biznes lepiej – spróbuj. Przecież jesteś człowiekiem wolnym.

Bieda, Panie Bieda. No Bieda. Płaca minimalna zbyt mała – na życie nie starcza. Ale zmieniać coś? Być aktywnym? Po co? Lepiej siąść przed TV i pooglądać odmóżdżające programy rozrywkowe. To jest dopiero życie. Ja tego nie rozumiem, w dobie internetu – portali, które za darmo dzielą się wiedzą, portali, które są w stanie zrobić z Ciebie na przykład programistę – takie historie się słyszy, żeby daleko nie szukać, choćby codeacademy. W świecie, w którym obserwując jeden kanał na youtubie – jesteś w stanie nauczyć się grać na gitarze basowej. W świecie, w którym naprawdę wielu ludzi dzieli się wiedzą – zupełnie za darmo, jedyne co trzeba zrobić to usiąść i po prostu zwiększyć własne kompetencje. Życie przecież samo się nie wygra.

Zapomniałbym: przebrzydli ci przedsiębiorcy.

Wątek osobisty

Kiedy zaczynałem moją pierwszą pracę w dość dużej międzynarodowej korporacji, czułem, że złapałem byka za rogi. Po dość krótkim czasie – zaledwie pięciu miesiącach – odszedłem. Dlaczego? Czułem się wyzyskiwany. Czara się przelała w momencie, w którym zorientowałem się, że za dwa tygodnie pracy dla zewnętrznego klienta firma zarabia na mnie z ponad dziesięciokrotnym przebiciem. Za te dwa tygodnie pracy firma dostała tyle, ile ja za 3 miesiące, a zarabiałem wtedy 2700 złotych na rękę. Dociekliwi bez problemu znajdą informację co to za firma na moim profilu na LinkedIn. Nie podobała mi się sytuacja i coś zrobiłem. Nie miałem nagranej nowej pracy – akcja porzucenia pracy była spontaniczna i tylko trochę przemyślana. Nie żałuję do dziś i pewnie nigdy nie będę żałował tej decyzji.

Jeśli rozchodzi się o dobroczynność. To jestem zdania, że im więcej masz, tym chętniej się dzielisz. Na potrzeby tego wpisu zrobiłem pewne podsumowanie i wyszło, że średnio na cele dobroczynne przekazuję tysiąc złotych rocznie. Daleko do przysłowiowej dziesięciny – ale zawsze coś. Dlaczego? Bo mogę i mnie na to stać. Nie ma nikogo, kto stałby mi nad głową z pistoletem i kazał przekazywać część dochodu na różnego rodzaju fundacje. Nie obklejam się serduszkami. Nie manifestuję. Ot – trzymam rękę na pulsie, zawsze dbam o mój 1% podatku – dla mnie detale, a może komuś pomoże. Tu też zaznaczę, że nie daję jałmużny proszącym pod marketami, kościołami, czy innymi budynkami użyteczności publicznej – dla zasady.

Jeśli odczułeś, że popieram kapitalizm – tak, masz rację. Popieram rękami i nogami. Tylko zdrowy. Oparty na przekonaniu, że im więcej potrafisz, tym więcej dostajesz. Oparty na zdolnościach intelektualnych. Nie wiem, czy wiecie, ale słowo kapitalizm bierze swe początki w łacińskim capita, która oznacza głowę. Kapitalizm to system, który opiera się na głowie i na tym co w głowie. Stąd też: Mieć głowę na karku. Kapitalizm, w którym Twoje kompetencje wycenia rynek. Niestety nie jest tak różowo. Obecny kapitalizm się popsuł. Musi lawirować w gąszczu przepisów, musi też finansować socjalistyczne żądania znacznej grupy społeczeństwa – bo im się należy.

 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

Dodaj komentarz