Co widać, czego nie widać – Frederic Bastiat

Jest późny wieczór, noc właściwie – idealna pora na pisanie. Nikt już nie dzwoni, na facebooku ostatnie niedobitki. Cisza i spokój – czyli tak, jak lubię. A w słuchawkach 5 symfonia Beethovena Op. 67, Allegro con brio – ale ze mnie snob, ale akurat dziś przeczytałem, że nie trzeba się znać na muzyce poważnej, by jej słuchać – zatem słucham i sprawia mi to przyjemność. Wpisem tym otwieram kolejną kategorię (dla równowagi, którejś przestanę używać) na blogu: Biblioteka z brodą. Jak nie trudno się domyślić będą tu pojawiały się tytuły, które warto przeczytać. Zapewne w fazie początkowej będą pojawiać się pozycje zgodne z moim światopoglądem, wraz z rozwojem – także takie, które ten światopogląd próbują zburzyć. Na dziś przygotowałem dla Was opis książki Co widać i czego nie widać, której autorem jest Frederic Bastiat.

Żeby wpis miał ręce i nogi, krótka notka biograficzna o autorze. Urodzony w roku 1801, zmarł w roku 1850 na gruźlicę w wieczór wigilijny. Był ekonomistą, politykiem i filozofem – zaiste ciekawe połączenie profesji. Opowiadał się za ideą wolnego rynku. Osierocony w wieku lat 9 – dorastał pod opieką dziadka. Ekonomią zainteresował się w wieku lat 19 – czytając głównie Adama Smitha i Jana Chrzciciela Saya. W 1830 roku szturmował cytadelę. Publicystykę zaczął uprawiać w roku 1844 pisząc Sofizmaty ekonomiczne, które były zbiorem artykułów i pamfletów ukazujących się na łamach Journal des economistes. Był także współzałożycielem Stowarzyszenia Wolnego Handlu w Bordeaux. Cięte komentarze odnośnie działań francuskiego parlamentu – były swego czasu na ustach całego Paryża. W 1848 roku zostaje posłem i walczy z socjalizmem, krytykuje z mównicy następujące pomysły: prawo do pracy, darmowy kredyt i państwowe szkolnictwo. Bastiata ocenia się rozmaicie, ale warto pamiętać o tym, że nie był przede wszystkim teoretykiem ekonomii, a na kartach historii zapisał się  jako jeden z najwybitniejszych publicystów i pamflecistów ekonomicznych.

Często stosowany przez Bastiata sposób prezentacji wywodu, znany jako reductio ad absurdum, ujawniał nonsensowność propozycji skądinąd uznanych za godne rozważenia. W podręcznikach międzynarodowego handlu, w części poświęconej polityce handlowej, często pojawia się apokryf jego pióra – Petycja producentów świec – jako przykład absurdalności ekonomicznej protekcjonizmu. Bastiat, parodiując argumenty zwolenników ochrony krajowych producentów, domagał się, w imieniu producentów świec, zakazu używania niefrancuskiego produktu konkurującego skutecznie przez większą część doby z francuskimi świecami, a mianowicie… światła słonecznego.

Taki oto fragment można przeczytać w przedmowie. Oddaje on kwintesencję sposobu w jaki Bastiat prowadził dyskurs na ekonomicznym polu walki. W przedmowie można też znaleźć bardzo interesujący fragment o tym, co zauważył Vilfred Pareto. Warto nadmienić, że Bastiat uważał, że ludzi można do czegoś przekonać używając rozsądnych argumentów. Też tak myślicie? To pochylmy się nad poniższym fragmentem, najlepiej w zadumie.

Nawet jeśli zostałoby to jasno zademonstrowane, że protekcjonizm zawsze pociąga za sobą zniszczenie bogactwa, nawet gdyby tego uczono obywateli wówczas, gdy uczy się abecadła, protekcjonizm utraciłby tak niewielką liczbę zwolenników, a wolny handel zyskałby tak niewielu spośród nich, że efekt tych poczynań mógłby zostać niemal w zupełności, a może nawet zupełnie, pominięty w rozważaniach. Motywy, które oddziałują na ludzkie poczynania są zupełnie inne.

Ażeby wyjaśnić dlaczego ci, którzy głoszą protekcjonizm są z taką łatwością słyszani, należy uzupełnić to co napisane powyżej rozważaniami dotyczącymi ruchów społecznych w ogólności. […] Jeśli jakieś posunięcie spowoduje stratę jednego franka przez każdą z tysiąca osób i zysk tysiąca franków przez jedną osobę, ta ostatnia zużyje wiele energii, podczas gdy ci pierwsi będą stawiali raczej niewielki opór; jest więc prawdopodobne, że ten, kto czyni starania prowadzące do zyskania tysiąca franków zakończy je sukcesem.

Posunięcia protekcjonistyczne przynoszą wielkie korzyści niewielkiej liczbie beneficjentów i przynoszą wielkiej liczbie konsumentów straty. W tych warunkach łatwo jest wprowadzić w życie protekcjonistyczne posunięcia.

Lata lecą, sto pięćdziesiąt ich niemal upłynęło, a zasadniczo nic się nie zmieniło.

Uwagi techniczne co do samej książki – zbiór esejów, jest ich dokładnie dwanaście: rozbita szyba; demobilizacja; podatki; czy państwo powinno dotować sztukę?; roboty publiczne; pośrednicy; protekcjonizm; maszyny; kredyt; Algieria; Oszczędność i zbytek; Prawo do pracy, prawo do zysku; W każdym z tych esejów, Bastiat szczegółowo przedstawia proces myślowy, który doprowadza go do konkluzji – co widać, a czego nie widać w ramach politycznych decyzji. Opiszę w paru zdaniach wybrane z tych rozdziałów.

Rozbita szyba

Jeden z chętniej cytowanych fragmentów twórczości Bastiata. W następujących słowach Frederic zaczyna zbiór esejów:

W ekonomii każdy czyn, zwyczaj, prawo lub instytucja nie pociąga zwykle jednego a wiele następstw. Z nich jedne są natychmiastowe – te widać, inne pojawiają się stopniowo – tych nie widać. Dobrze, kiedy możemy je przewidzieć.

Między złym a dobrym ekonomistą jest tylko jedna różnica: pierwszy dostrzega i bierze pod uwagę skutki widoczne, i bezpośrednie, drugi przewiduje również odległe.

Dalej Bastiat pisze o dwóch nauczycielach – doświadczeniu i przewidywaniu. Wolałby by ludzie pobierali lekcje u tego drugiego, który jest łagodniejszy. Doświadczenie porównuje do ognia na stosie – to znaczy, gdy leżymy na stosie, musimy uwierzyć, że ogień się pali. Mało tego, przez fakt, że kierujemy się jako ludzkość tym, co widać – twierdzi, że z tego powodu ewolucja ludzkości jest tak bolesna. Trochę jak z dzieckiem – mówisz, że gorące – a ono i tak musi się przekonać na własnej skórze. No dobra, a o co chodzi z szybą?

Wyobraź sobie pieklącego się mieszczanina, którego syn właśnie zbił komuś szybę.

W pewnej mierze jest z tej sytuacji jakiś pożytek. Takie wypadki sprawiają, że przemysł ma zajęcie. Wszak ludzie muszą z czegoś żyć. Co stałoby się ze szklarzami, gdyby nigdy nie tłuczono szyb?

[…]

W pełni zgadzam się ze zdaniem, że wypadek ten dostarczy pracy i zarobku szklarzowi. Przyjdzie on, zrobi co do niego należy, zgarnie 6 franków i w sercu będzie dziękował niesfornemu dziecku. To widać. Ale jeżeli, jak to się bardzo często dzieje, dochodzi się do wniosku, że dobrze jest wybijać szyby, bowiem przyspiesza to obieg pieniądza i wspomaga przemysł, to muszę zakrzyknąć: STOP! To rozumowanie opiera się na tym, co widać, a nie uwzględnia tego, czego nie widać.

Nie widać, że ponieważ nasz mieszczanin wydał 6 franków na jedną rzecz, nie będzie mógł nabyć innej. Nie widać, że mając do wymiany szybę, nie może wymienić swych sfatygowanych butów lub kupić nowej książki. Krótko mówiąc, wydałby swoje 6 franków dając zatrudnienie innej niż szklarz osobie.

Na scenie mamy trzech aktorów: mieszczanin, który musi zapłacić za zbitą szybę – jest uosobieniem konsumenta, szklarz – jest producentem, szewc (lub przedstawiciel innej dziedziny) trzecią zainteresowaną stroną, która ponosi stratę. Bastiat dowodzi w tym artykule, że społeczeństwo traci, gdy rzeczy są bezużytecznie niszczone. Na koniec Bastiat stawia pytanie: Co stałoby się ze szklarzami, gdyby nigdy nie tłuczono szyb? Znacie odpowiedź? Pozostawiam Was bez niej, a jako podpowiedź użyję wyrażenia, które często pojawia się w grach serii Heroes of Might and Magic: populacja … zmniejsza się o połowę.

Podatki

Znacie to?

Podatki to najlepsze biuro zatrudnienia, to życiodajna rosa. Spójrzcie ilu rodzinom pozwalają przeżyć, prześledźcie ich wpływ na gospodarkę – jest nieskończony. One dają jej życie.

[…]

Płace urzędników i korzyści tych, u których je wydają widać. Szkód jakie ponoszą podatnicy i ich potencjalni dostawcy nie widać, choć powinny być oczywiste dla każdego, kto prócz oczu używa też rozumu. Kiedy urzędnik wydaje sto sous więcej, oznacza to, że podatnik wydaje sto sous mniej. Jednak wydatki urzędnika widać, ponieważ się dokonały, podczas gdy wydatków podatników nie widać – nie pozwolono im się dokonać.

Dalej.

Prawdą jest, że często – niech będzie jak najczęściej – urzędnik świadczy Poczciwcowi usługę potrzebną i wartą zapłaty. W tej sytuacji nie ma straty żadnej ze stron, jest wymiana. Moja argumentacja nie dotyczy w żadnej mierze usług pożytecznych. Mówię jedynie: jeśli chcecie stworzyć nowe stanowisko, wykażcie jego użyteczność. Wykażcie, że to, co daje podatnikowi, jest warte jego zapłaty. Ale nie przywołujcie jako argumentu zysków, jakie przynosi urzędnikowi, jego rodzinie i otoczeni, nie mówcie, że tworzy się nowe miejsca pracy.

Brzmi znajomo, nieprawdaż? Czy to aby nie u nas w kraju mamy w ostatnich latach, delikatnie mówiąc, lekko niepokojący przyrost armii urzędników? W tym artykule Bastiat rozprawia się także z wystawnym stylem życia Prezydenta, ambasadorów i ministrów. Argumentacja zwolenników utrzymania wysokich dotacji na te biura nie zmieniła się od dziesięcioleci: dla dobra służby publicznej należy otaczać pewne stanowiska splendorem. 

Czy państwo powinno dotować sztukę?

Tutaj warta zacytowania jest riposta Bastiata na słowa Alfonsa Maria Ludwika de Lamartine’a:

Lamartine: Jeżeli zniszczycie dotacje do teatrów, gdzie zatrzymacie się na tej drodze? Czy nie będzie logiczne znieść je dla uczelni, muzeów i bibliotek?

Bastiat: Jeżeli chcecie dotować wszystko, co dobre i pożyteczne, gdzie zatrzymacie się na tej drodze? Czy logicznie nie doprowadzi to do upaństwowienia rolnictwa, przemysłu, handlu i dobroczynności?

Bastiat uważa, że najlepiej radzi sobie sztuka, która jest niedotowana przez państwo. Ciekawe jest jeszcze jedno spostrzeżenie Bastiata: z waszego punktu widzenia, nie dotować, to zniszczyć, ponieważ wszystko co istnieje, istniej z woli państwa i dzięki podatkom. 

Pośrednicy

Tutaj należy sobie wyobrazić klęskę głodu.

Przy pomocy wielkich słów: wyzysk człowieka przez człowieka, spekulacja na ludzkim głodzie, egoizm, postanowili oczernić handel i przesłonić jego dobrodziejstwa. Czemuż to – mówili – zostawiać handlowcom troskę o dostarczenie produktów z Krymu i Stanów Zjednoczonych? Dlaczego państwo, władze regionalne i gminne nie tworzą służb zaopatrzenia i magazynów z rezerwami? Sprzedawałyby one po kosztach i ludzie, biedni ludzie, uwolniliby się od daniny jaką płacą wolnemu handlowi, to znaczy, handlowi egoistycznemu i zanarchizowanemu.

Daninę, jaką ludzie płacą handlowcom widać, tej, którą płaciliby państwu i jego urzędnikom w systemie socjalistycznym nie widać.

Bastiat twierdzi, że gdy głodny żołądek jest w Paryżu, a pszenica na Krymie to jedynym sposobem na zaspokojenie głodu jest wzajemne zbliżenie. A ono może się dokonać na trzy sposoby:

  1. Głodni mogą osobiście udać się w poszukiwaniu pszenicy.
  2. Mogą zdać się na tych, którzy robią to zawodowo.
  3. Mogą się złożyć i opłacić w tym celu funkcjonariuszy publicznych.

Pierwszy ze sposobów jest bezużyteczny, bo ciężko sobie wyobrazić sytuacje, że 36 milionów ludzi jedzie na Krym po pszenicę. Jeśli chodzi o drugi i trzeci – Bastiat stawia pytanie: który z dwóch jest mniej wymagający: kupiec (handlowiec) czy urzędnik. I z tą zagwozdką Was tu zostawię.

Wpis się zrobił opasły, a ja senny. Będę kończył. Teraz już tylko opisy w kilku zdaniach, czego można się spodziewać w następnych rozdziałach.

Protekcjonizm

Jesteś francuskim producentem miedzi. Miedź z Belgii jest tańsza. Przekonujesz władzę, by bronili Twojej miedzi – zakazując importu, Ty podwyższasz ceny – odprowadzasz co prawda wyższe podatki, ale jest strona, której nie widać – Twoi klienci różnicę cen na swoja niekorzyść mogliby spożytkować na coś innego – książkę, czy szewca jak to było już powiedziane przy eseju o szybie. Ale nie dano im szansy.

Maszyny

Rewolucja przemysłowa w pełni. I głosy, że maszyny zabierają ludziom pracę. Podobnie mamy w czasach obecnych, ba byli nawet myśliciele, którzy uważali, że rozwój robotyki, automatyki spowoduje, że nie będziemy musieli pracować po osiem godzin dziennie. Nie wiem jak Wy, ale ja tego nie widzę, gdy rozglądam się wokół. Nadal maszyna nie zastąpiła człowieka. W tym eseju Bastiat argumentuje, że zwiększenie wydajności przez wdrożenie maszyn do produkcji to samo dobro i wszystkim się opłaca.

Kredyt

W tym artykule z kolei Bastiat twierdzi, że nie da się pożyczyć więcej niż się posiada. Za przykład podaje historię z pługiem – uprościł to do tego stopnia, że w państwie jest tylko jeden pług, a potrzebujących (chcących wziąć kredyt) dwóch. Jeden z nich jest pracowitą i godną zaufania głową rodziny, drugi – ma gwarancję państwa na spłatę długu. Państwo interweniuje – pług otrzymuje ten drugi. Polityka państwa odniosła sukces – to widać, nie widać tego, że ten pierwszy nadal nie ma pługu… Ten pierwszy czuje się oszukany, ale mało tego – państwo naraża podatników na spłatę długu, który wziął ten, który miał gwarancję.

Algieria

Króciutko: Bastiat zastanawia się dlaczego wysyła się Francuzów do Algierii, gdzie utrzymanie takiego osobnika kosztuje dwa-trzy razy więcej niż utrzymanie na miejscu. Przy okazji znowu krytykując interwencjonizm.

Oszczędności i zbytek

Tu można znaleźć ciekawą opowieść o dwóch braciach, z których jeden był rozrzutny, drugi oszczędny. Bastiat siłą argumentów (a nie argumentami siły) pokazuje dlaczego oszczędność jest bardziej wartościową dla społeczeństwa – mimo tego, że na pierwszy rzut oka (to widać) wydaje się, że rozrzutny dba o obieg pieniądza. 

Powyższe eseje powstały około roku 1850. Będzie to zatem 165 lat temu. Około ośmiu pokoleń. Mimo upływu tego czasu, argumenty zwolenników socjalizmu (a także interwencjonizmu) – pozostają niemal niezmienione. A przecież po drodze byliśmy świadkami upadku gospodarek centralnie planowanych, bez wolnego handlu, gospodarek, w których nie działało prawo popytu i podaży. Wreszcie gospodarek, w których pozycja konsumenta, jako tego, który nadaje jej formę i wytycza kierunek zmian – nie istniała. I jeśli miałbym wskazać przyczynę tego faktu, to odwołałbym się Vilfreda Pareto na początku tego wpisu. Są po prostu siły na tym świecie, które zużyją mnóstwo środków i energii by zachować obecny stan rzeczy.

Może niektórych z Was zabolało postawienie socjalizmu i interwencjonizmu obok siebie w powyższym akapicie. W następnym tekście, który powinien pojawić się jeszcze w tym tygodniu – przedstawię Planowany Chaos, w którym Ludwig von Misies między innymi dowodzi, że nie ma środka pomiędzy socjalizmem, a kapitalizmem.

Wpis zrealizowany na podstawie książki Co widać, czego nie widać, Frrederica Bastiata. Wydanej przez Instytut Liberalno – Konserwatywny w roku 2005. Dla dociekliwych ISBN: 83-88017-13-6. Autorem przedmowy jest Jan Winiecki, zaś autorem noty a autorze i przekładu Piotr Stachura.

 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

One thought on “Co widać, czego nie widać – Frederic Bastiat

  1. Książka świetna, dla zainteresowanych polecam też Sofizmaty Ekonomiczne tego samego autora, gdzie podobnych tekstów jest więcej, z czego część jest bardziej rozbudowana.

    Może wystarczy by zaledwie 300 osób, którym zabiera się po 1 franku zdawało sobie z tego sprawę, by coś zmienić. By głośno potępić protekcjonistów i przynajmniej ograniczyć ich populację, a co za tym idzie czynione przez nich szkody. Może… Nie dowiemy się, póki nie przekonamy tych 300 do idei wolności, zatem dzięki za reklamowanie dobrej książki 🙂

    Zajrzę znowu gdy zrecenzujesz Planowany Chaos.

Dodaj komentarz