Elegancja Francja – a raczej jej brak

Będę narzekał – na eleganckich mężczyzn, którzy wcale eleganccy nie są. Nic nie poradzę – więc od razu przepraszam za malkontenctwo, a właściwie: nie, nie przepraszam. Od jakiegoś czasu często bywam w okolicach centrum naszej stolicy, a tam – jak to zwykle w centrach biznesowych można popatrzeć na całą gamę męskich garniturów, koszul, butów i pasków, a także aktówek i toreb. W centrum można też popatrzeć na inne interesujące rzeczy – piękne samochody, szybkie kobiety, oszklone cuda architektury, walące się stare kamienice, dźwigi budowlane oraz iskry na trakcji tramwajowej, ale o tym wszystkim innym razem.

Elegancja jest konwenansem. Konwenansem, w który mężczyzna wkładając garnitur wchodzi dobrowolnie. Idąc dalej: mężczyzna powinien kochać swój garnitur. Czyniąc małą dygresję: nie ma lepszej opcji na pokochanie swojego garnituru jak uszycie go na miarę. Owszem, w Warszawie to droga zabawa – tak około 4k-5k plnów za spodnie z marynarką, kamizelka – dodatkowe 0.5k plnów, buty – tu niemal tylko niebo jest granicą (ang. sky is the limit), no i dodatki: pasek, zegarek, koszula, spinki… Gdyby tak zsumować to będzie w okolicach 7-8k plnów (pod warunkiem, że nie kupuje się takich zegarków jak Pan Minister Nowak)! Toż to istne szaleństwo. Ale! Bo jest ale – na prowincji, jakieś sto kilometrów od wieży Zygmunta, koszty maleją drastycznie, a jakość przypuszczam, że niewiele, o ile w ogóle. Warszawa to drogie miasto. Wracając do głównego nurtu tej opowieści – konwenans jeśli przymuszony, bo na przykład pracodawca wymaga – to robiąc coś na odwal się, a nawet na złość, to nie pracodawca jest pokrzywdzony, a tylko sam zainteresowany. Natomiast ciężko sobie wyobrazić, by mężczyzna celowo zakładał zniszczone buty, które nadają się już tylko jako zabawka dla domowego milusińskiego – Pit Bulla Rexa lub na śmieci. Właściwie ja nie umiem sobie wyobrazić powodu, dla którego można ubrać stare, zniszczone buty na oficjalne wyjście – w grę wchodzi tylko roztargnienie.

Teraz będzie lista – listy dobrze się sprzedają w internetach. Najczęstsze błędy w męskim ubiorze w centrum Warszawy, wychwycone przeze mnie:

  1. Zniszczony pasek. Wszystko pięknie – lśniąca marynarka, wyprana koszula, a w pasie – klapa (nie, nie chodzi o klapę marynarki) delikatnie mówiąc. Pasek, który pamięta czasy Napoleona Bonaparte, a przynajmniej tak wygląda… Rozepchana dziurka (zbereźnicy won!), poszarpana na rancie, do tego widoczne złamanie od klamry – w różnym stopniu zaawansowania.
  2. Za długi pasek. Cóż, zwykle pasek ma pięć lub sześć dziurek, powinno się zapinać na środkowe – na pewno nie na skrajne, w obu przypadkach (skrajne prawe, skrajne lewe położenie) źle to wygląda. Raz jakby się było za chudym, a raz jak by się było zbyt grubym. Podpowiem – paski też można sobie zrobić, są tacy specjaliści – jeśli nic nie można dopasować. Ostatnio widziałem pana, któremu końcówka paska wychodziła przez tylne rozcięcie w marynarce…
  3. Za duża marynarka – to plaga. Jak zdjęta z starszego i większego brata. Miał być szyk i styl – wyszło jak zawsze. Kiedy marynarka nie jest za duża? LMGTFY
  4. Za długie spodnie – w efekcie przy butach układają się cudownie napompowane bufy. To akurat można wyeliminować poprzez bardzo prosty zabieg krawiecki, mało tego, ten zabieg można wykonać praktycznie w każdym sklepie przy zakupie garnituru… Czasem nawet w cenie, a jeśli nie to kosztuje tyle, co dwa dobre piwa. Może są tacy, co skąpią… Nie wiem.
  5. Kolor paska, butów i paska od zegarka. Konwenans mówi jasno: pasek powinien być w kolorze butów, podobnie jak pasek od zegarka (konwenans wspomina także o fakturze). A jako, że zegarek jest jedyną biżuterią (poza sygnetem rodowym), na którą mężczyzna może sobie pozwolić – jest to szalenie istotne. Na ale przecież można mieć czerwony zegarek, czarny pasek i granatowe buty… Czemu nie? No właśnie nie można. Kropka.

Koniec listy, jak się polscy mężczyźni z nią uporają, to zrobię kolejną 🙂

Z obserwacji własnych wychodzi mi, że i tak jest coraz lepiej na miejskich, polskich ulicach. Gorzej na salach weselnych. Konwenans mówi jasno: koszula to część bielizny, dlatego niedopuszczalne jest zdjęcie marynarki w czasie przyjęcia… Tak wiem, że ciężko się zastosować przy trzydziestostopniowym upale. Ale cóż – nikt nie mówił, że łatwo jest być mężczyzną. A może ktoś mówił? Pewnie jakaś feministka…

Powiem, że ja tych faux pas do końca nie potrafię zrozumieć. W sieci jest naprawdę kilku dobrych blogerów zajmujących się modą męską, choćby Mr. Vintage, gdzie można poszerzyć swoją wiedzę na temat konwenansu jakim jest elegancja, dużo się o tym pisze w prasie i pewnie nawet programy w telewizji są. Gdybym próbował być śmieszny to napisałbym, że elegancja to taka stara konserwatywna baba, która ma sto lat i nie zmienia się od osiemdziesięciu. Ale to jest jej piękno i siła. I łatwość obsługi – naprawdę ucząc się kilku zasad i dodatkowo zwracając uwagę na detale (zniszczone buty to nie detal…) można czuć się, i mało tego, być eleganckim.

A teraz fragment dla tych, którzy czytają do końca. Czyli zapewne dla najbardziej zagorzałych fanów. Ostatnie zdanie to taki mały żart, mało zabawny? Ja w ogóle jestem mało zabawny. Otóż Opalczynski na co dzień chodzi w niewyprasowanych koszulkach i spodniach. Na co dzień to mój własny konwenans – ustalony z różnych powodów: z lenistwa, z braku czasu, po prostu z braku obserwowalnych różnic. To znaczy, Opalczynski tak samo dobrze czuje się w niewyprasowanej jak i wyprasowanej koszulce. Różnice za to wyłapuje mama i teściowa 🙂 Natomiast nie ma w ogóle opcji, by Opalczynski założył niewyprasowaną koszulę do garnituru. To się po prostu nigdy nie stanie.

Odbyłem kiedyś rozmowę na temat garniturów korporacyjnych, czyli tych wszystkich przypadków, gdy ludzie muszą. A jak muszą to muszą i nie ma siły. Garnitur powszednieje, staje się takim dresem, który zakładamy, gdy chodzimy po domu i przygotowujemy się do spania – tyle, że zakładany do pracy. I często nie jest utrzymany w pełnej gotowości bojowej – na przykład nie widział pralni i żelazka przez więcej niż miesiąc. Choć zalecałbym pranie po najwyżej tygodniu. Teraz wyobraźcie to sobie, cała rzesza młodych mężczyzn, którzy złapali Boga za nogi za 5k plnów netto, konsultują różne rzeczy, na których się znają bądź nie… I co dzień chodzą w tym samym, jednym garniturze. I nieważne, czy upał, czy mróz. I w tych samych butach. Trochę jakby mało higienicznie. Zatem pierzcie swoje garnitury (bo kupno kilku, to tylko dla miłośników elegancji), kupcie przynajmniej dwie pary butów – otoczenie podziękuje, a i młode damy z biura spojrzą przychylniejszym okiem. Wiadomo, że za mundurem panny sznurem, a czyż garnitur nie jest rodzajem munduru?

 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

Dodaj komentarz