Jak zrobić pieniądze: startup for the win!

TL;DR: Tak się robi startupy!

Oj, nie bądź taki skromny, na pewno chcesz robić pieniądze. Wszyscy chcą. Jak miło by było spłacić ten kredyt w złotówkach, czy frankach. Wyjść znowu na plus w budżecie domowym. Powiedzieć szefowi (który ma dokładnie te same problemy), że jest skończonym <piiiipiiii> (cenzura). Powiem Ci jak to zrobić, bo wykonałem niesamowicie wymagającą pracę umysłową. I mam wnioski. Unikalne, zapewne nikt to to nie wpadł.

Otóż by zrobić pieniądze należy odwołać się do możliwie najniższych instynktów ludzkich. Skupię się na biznesie typu: B2C (ang.: business to customer). Dla niewtajemniczonych w biznesowy język: jest to rodzaj biznesu, w którym usługę bądź produkt próbuje się sprzedać zwykłemu Januszowi z Podlaskiego. Właściwie ciężko o przykład takiego biznesu – facebook tak zaczynał, ale teraz dogaduje kampanie z innymi dużymi biznesami (B2B – ang.: business to business), endomondo może być niezłym przykładem, ale tam też już są kampanie, które angażują inne duże marki. No nieważne – koniec końców, chodzi o biznes, w którym to zwykły użytkownik jest potencjalnym klientem. Jest też tak, że każdy biznes B2C przy odpowiednio dużej bazie użytkowników powinieneś przekształcić w B2B – tam są prawdziwe pieniądze.

Trzy główne instynkty, które należy rozpatrzeć: lenistwo, próżność i chciwość.

Biznes oparty na lenistwie

W tym wypadku należy zaproponować użytkownikowi skrócenie drogi dotarcia do celu. Jak powszechnie wiadomo ludzie to strasznie leniwe istoty. Nie chcą i nie potrafią zrozumieć, że droga do celu zwykle bywa trudna i trzeba się wykazać konsekwencją, determinacją, twardą dupą. Dziś już nikt nie ma na to czasu. Przykłady? Proszę bardzo: schudnięcie – wystarczy sprzedawać on-line (łatwiej skalować biznes) herbaty na odchudzanie, które z odchudzaniem nie mają nic wspólnego, ale całkiem nieźle smakują. W ulotce należy zawrzeć informację, że uzyskanie pełnego efektu działania zależy od ruszenia dupy. Kolejny przykład: wybielanie zębów – należy zaproponować ludziom cudowną pastę wybielającą za mały ułamek ceny zabiegu w profesjonalnym gabinecie dentystycznym. Można też znaleźć zdjęcie mężczyzny ze stocka, który swym wyglądem przypomina lekarza i budzi zaufanie. W ulotce napisać, że produktu nie testowano na zwierzętach i przeszedł pozytywną weryfikację Ministerstwa Zdrowia w Zimbabwe. Ten biznes też najlepiej prowadzić on-line ze względu na łatwiejsze skalowanie biznesu. Kumasz ideę?

Wady

Prawdopodobnie Cię złapią. Ktoś się przypieprzy i zgłoszą to do prokuratury. Ale nie powinieneś się przejmować – stać Cię będzie na kaucję (nawet taką w wysokości 200 tysięcy złotych). Nawet jak dostaniesz wyrok, to po maksimum 10 latach wyjdziesz na wolność – jako bogacz. A! Będziesz potrzebował naganiaczy, czyli ludzi bez zasad moralnych i etycznych, którzy zagonią klientów na Twoje pastwisko – znajdziesz takich ludzi – to kwestia ceny.

Biznes oparty na próżności

W wielkim skrócie: e-penis, który dasz użytkownikowi musi być większy niż inne e-penisy. Na przykład super-wypasiony (młodzież już chyba nie używa tego słowa) smartfon, który jest bardziej wypasiony niż inne smartfony. Ale nie idź w hardware – jest ciężki w dystrybucji (logistyka związana ze sprzedażą i zwrotami to kolec w tyłku). Można też zaproponować użytkownikowi serwis, w którym będzie chwalić się, kto był na lepszych wakacjach. Lepszych – znaczy droższych, dalszych i bardziej egzotycznych. Z jakimiś elementami weryfikacji, których używają inni użytkownicy, by Ci powiedzieć jakie to jest spoko. Im więcej, nie wiem, dajmy na to kciuków w górę, tym jesteś wyżej w rankingu. A wyżej w rankingu to prestiż, a prestiż to zaspokojenie próżności. Można też stworzyć serwis, w którym ludzie w sposób jawny ze sobą konkurują, budując swoje poczucie wartości. Liczba wypitych w miesiącu piw, przebiegniętych kilometrów, przeczytanych książek – to dobre mierniki. Badania to potwierdzają – nic tak nie czyni szczęśliwym, jak bycie lepszym w jakiejś kategorii w ściśle zdefiniowanej grupie.

Wady

W zasadzie nie ma. Nikt Cię za to nie wsadzi do więzienia. Ludzie Cię pokochają – dasz im kolejne miejsce, w którym będą mogli rywalizować. Jedno z ryzyk, to takie, że przy cudownym, dynamicznym wzroście (załóżmy wariant hiper-optymistyczny) nie będzie Cię stać na infrastrukturę – serwery i takie tam. Facebook zaczynał od jednej maszyny, w tej chwili mają 60 tysięcy serwerów. Stanie się tak jeśli nie przemyślisz monetyzacji biznesu. Czy wiesz, że właściciel snapchata pożyczał 5000 dolarów na opłatę za serwerownie od rodziców? – w pierwszych miesiącach działania firmy – na szczęście mieli te pieniądze.  Innym ryzykiem jest to, że oprogramowanie, które napiszą Ci programiści za 2000 złotych miesięcznie (per capita) nie da się przeskalować. I mimo, że będziesz miał pieniądze na 10 tysięcy serwerów, to nic z tego. Będziesz musiał przepisać aplikację – u programistów za 15 000 złotych miesięcznie (kontakt w zakładce kontakt 😉 btw. nie zarabiam tyle, ale fajnie podtrzymywać ten mit)…

Biznes opart na chciwości

Ten biznes potrzebuje innej grupy docelowej. Musisz znaleźć klientów, którzy mają jakieś pieniądze. W Polsce to trudne, bo jakiś śmieszny procent ludzi ma oszczędności – ale nie niemożliwe. Obiecujesz tej grupie, że pomnożysz ich majątek – dajmy na to 17% rocznie. Przy obecnych stopach zwrotu z lokat i rachunków oszczędnościowych będą Cię całować po rękach i z radością oddadzą swoje pieniądze. Na początku musisz mieć też kapitał – biznes musi działać minimum 2-3 lata, i część ludzi będzie chciało wycofać oszczędności po roku – musisz mieć kasę by 17% zysku im wypłacić. Tak się buduje zaufanie. A zaufanie w tym biznesie to kluczowa sprawa. Tacy klienci napędzą Ci innych. Przy pewnej liczbie użytkowników – biznes kręci się sam, bo nowych jest więcej niż odchodzących. Po paru latach – ogłaszasz bankructwo i znikasz z pieniędzmi.

Wady

Potrzebujesz olbrzymich nakładów na promocję i marketing. Poza tym prawie na pewno trafisz do więzienia. Ale podobnie jak w przypadku na lenistwo – z więzienia wyjdziesz jako bogaty człowiek, musisz tylko wyprowadzić pieniądze do jakichś bliżej nieokreślonych spółek na Cyprze (choć nie wiem, czy to teraz dobry pomysł po ostatnich wydarzeniach), mogą też być jakieś Seszele. Szwajcarii nie polecam, bo coraz chętniej współpracuje z organami ścigania innych krajów. Dość istotną wadą jest też fakt, że potrzebujesz znajomych, którzy zajmują wysokie stanowiska w administracji państwa. Pozwoli Ci to po pierwsze – zyskać wiarygodności, po drugie złagodzi upadek na beton z dużej wysokości.

Autor niniejszego wpisu nie bierze odpowiedzialności za branie tego wpisu na poważnie i braku dystansu do świata i życia. Jeśli jednak zrobisz fortunę dzięki tym radom – chętnie przygarnę procenty od zysku.

Tak się robi startupy!

 

opalczynski

Siła. Masa. Piękno. Tak to się kończy, gdy mam napisać coś o sobie. Nie lubię. Po pierwsze - w momencie pisania staje się już nieaktualne. Po drugie - jak nie wyjść na buca? - niejako chwaląc się swoimi wyczynami. Podam zatem fakty. Magister inżynier. Ale to prawie żadne osiągnięcie. Zawodowo programista. Prywatnie mąż i ojciec. Bloger. W wolnym czasie dbam o to miejsce w sieci, czytam książki i pogrywam na gitarze. A, zapomniałbym - nie mam telewizora - dlatego też nie piszę o wspaniałych produkcjach polsatu.

 

Dodaj komentarz